piątek, 1 września 2017

Rozdział 12

Brak komentarzy:
  Ukradkiem podczas kolacji spoglądałam na Ginny. Nadal nie mogłam zrozumieć jej zażyłości z tym notatnikiem. Może wydawać się to dziwne, jednak martwiłam się o nią. Nie znałam jej długo, ale polubiłam dziewczynę. Jest sympatyczny, tak samo jak cała rodzina Weasley.
– Źle się czujesz?– spojrzałam na Pansy, która siedziała na przeciw mnie.
– Wiesz co w sumie, poszłabym się już położyć.– odparłam widząc, że rudowłosa opuszcza wielką salę.
– Odprowadzić cię?– słysząc głos Draco odwróciłam się i podkręciłam przecząco głową.
    Szybkim krokiem wyszłam z pomieszczenia i rozejrzałam się. W oddali zauważyłam rudowłosa. Ginny widocznie podążała w stronę toalety, w której straszy Jęcząca Marta. Nie wiem w sumie co powinnam zrobić. Porozmawiać z nią o tym dzienniku, czy też zabrać go jej. Każdy z tych pomysłów był dla mnie kiepski. Czuje się jakbym, wchodziła z butami w jej życie, miałam źle przypuszczenia. Idąc korytarzem minęłam starszorocznych, którzy siedzieli w grupach rozmawiając.
    Ginny weszła do toalety. Westchnęłam cicho i zrobiłam to cami. Rozejrzałam się po wielkim pomieszczeniu. Przy jednej z kabin zauważyłam torbę dziewczyny. Widocznie musiałam sama odkryć tajemnicę tego notatnika.podbieglam do torby i otwierając ją szybko znalazłam porządna rzecz. Uśmiechnęłam się zadowolona, słysząc dźwięk otwieranych drzwi szybko weszłam do kabiny obok. Uchyliłam lekko drzwi i widząc ruda czuprynę znikająca za wyjściem z toalety westchnęłam z ulgą i opuściłam kabinę.
– Po co tu przylazłaś?! Chcesz się ze mnie pośmiać?
    Wystraszyłam się i oparłam o wilgotna ścianę. Widząc zdenerwowana twarz Marty, przełknęłam głośno ślinę. Duch spoglądał na mnie z wytrzeszczonymi oczami. Wyminęłam ją i wybiegłam z toalety słysząc za sobą jej wołania. Biegnąc przez korytarz wpadłam na Harry'ego i Rona.
– Nic ci nie jest?– zapytał brunet patrząc na mnie.
– Wszystko w porządku– uśmiechnęłam się lekko – Muszę iść.
    Do swojego dorminatorium wróciłam jakoś po pięciu minutach, od wpadnięcia na chłopaków. W środku była tylko Klementyna. Dziewczyna spojrzała na mnie spod byka. Na prawdę była przerażająca. Wykonałam wieczorne czynności po czym wróciłam do pokoju. Notatnik schowałam do swojej torby, a sama położyłam się spać.
    Całą noc miałam jeden koszmar. Śniło mi się wielki czarodziej, który zabił jakaś kobietę. Co najdziwniejsze byłam świadkiem tego wydarzenia. Obudziłam się zlana potem, a nade mną stały moje współlokatorki.
– Ty może przejdź się do skrzydła szpitalnego. Nie wyglądasz dobrze.– mówiła Klementyna.
Usiadłam na swoim łóżku i zetknęłam na zegarek. Wybijał godzinę siódma. Szybko wstałam i poszłam ubrać swój mundurek. Dziewczyny patrzyły na mnie z nie małym zdziwieniem. Wracając do pokoju chwyciłam torbę. Wbiegając do pokoju wspólnego czułam na sobie spojrzenia uczniów. Jednak nie interesowało mnie to zbytnio. Musiałam iść porozmawiać z naszym nauczycielem czarnej magii. Gabinet od tego przedmiotu nie znajdował się daleko. W oddali zauważyłam bliźniaków Weasley. Siedzieli oni na podłodze i rozmawiali. Widząc mnie chcieli już wstać.
– Wybaczcie,ale nie mam zbyt dużo czasu.
    Rudowłosi spojrzeli na siebie i tylko wzruszyli ramionami. Zapukałam do drzwi i słysząc niewyraźna odpowiedz, weszłam do środka. Przy biurku siedział jasnowłosy mężczyzna. Spojrzał on na mnie i uśmiechnął się szeroko.
– Urocza córka profesora Snape! Czym mogę służyć?
– Mam pytanie, co do oddawania swojej duszy w różne przedmioty.
    Mężczyzna zetknął na mnie z zakłopotaniem. Czyżby nauczyciel zajmujący się czarna magia nie miał o tym pojęcia? Przecież jeśli on nie wie nic o tym, to co ja zrobię? Nie mogę o to zapytać ojca, bo zaraz domyśli się, że coś jest nie tak.
– Chętnie bym o tym porozmawiał, jednak nie mam czasu.
– Ale...
– Wyjdź!
    Tak jak kazał tak zrobiłam. Nie byłam głodna, od razu poszłam na eliksiry. Na lekcji od razu było widać, że myślami jestem gdzieś indziej. Mój tata sam to widział. Nie mówił jednak nic na szczęście. Po dwóch godzinach eliksirów, przyszedł czas na zielarstwo i latanie na miotle. Miałam jeszcze kilka innych zajęć. Dzień zleciał mi bardzo szybko. Na kolacji zjadłam praktycznie wszystko co sobie wybrałam. Byłam niesamowicie głodna. Jak poprzedniego wieczorowe po raz kolejny pierwsza udałam się do swojego dorminatorium. Usiadłam na łóżku i wyciągając notes i pióro zamyśliłam się.
" Witaj, Tom.
Proszę powiedz mi kim jesteś."

"Nie sądziłem, że znów się odezwiesz.Ja ci się już przedstawiałem, ty tego nie zrobiłaś."
    Zastanowiłam się chwilę. Czy powinnam ujawniać swoje imię? Zanurzyłam pióro w kałamarzu.
" Nazywam się Alexandra Snape"
    Nie wiem co się później działo, było to zbyt silne. Czułam wewnętrzną potrzebę pisania z Tomem.


poniedziałek, 6 lutego 2017

Rozdział 11

Brak komentarzy:
Na wstępie chciałabym przeprosić za tak długi brak rozdziałów. Zaniedbałam tą historię. Przygotowuję się do mojego pierwszego egzaminu zawodowego, który będzie w czerwcu. Jednak obiecuję, że teraz rozdziały będą wcześniej! Mam ostatni tydzień ferii i postaram się dodać jeszcze jeden rozdział w sobotę :) I od razu odpowiem na częste pytanie " Dlaczego twoja Hermiona nie jest tą Hermioną, którą znamy?" Odpowiedź jest prosta! Ja ją tak widziałam w pierwszych częściach i tak ją opisałam ;)


   Sie­dzia­łam wła­śnie przy stole słu­cha­jąc wywo­dów Draco. Chło­pak nie mógł uwie­rzyć jak potrak­to­wa­łam naszą dru­żynę. Jed­nak ja byłam zado­wo­lona z mojej decy­zji. Nie chcia­łam być szu­ka­jącą, ba! Nawet się do tego nie nada­wa­łam. Liczy­łam, że po jed­nym tre­ningu wywalą mnie na zbity pysk, jed­nak napo­tkała się oka­zja więc z niej sko­rzy­sta­łam. Nie inte­re­suje mnie czy teraz bedą mnie nie­na­wi­dzić. Pod­nio­słam głowę, sły­sząc na­dal traj­ko­cze­nie Mal­foya. Uśmiech­nę­łam się lekko widząc bliź­nia­ków, któ­rzy mi machali.
– Słu­chasz mnie w ogóle?
– Nie.
   Usły­sza­łam tylko wetsch­nię­cie, które mogło ozna­czać tylko jedno. Draco był zły, a to nie wróży niczego dobrego mojej oso­bie. Nie chcąc bar­dziej go dener­wo­wać wsta­łam od stołu i ruszy­łam w stronę drzwi.
Wycho­dząc z wiel­kiej sali skie­ro­wa­łam się głę­bią kory­ta­rza na dzie­dzi­niec, który był zapeł­niny uczniami. Chcia­łam w spo­koju usiąść na jed­nej z ławek i nic nie robić. Po pro­stu odpo­cząć. Nie było mi to jed­nak dane. Nie­da­leko widzia­łam Ginny, sio­strę Weasleyów, a na około niej śli­zgonki z mojego roku. Nabi­jały się z jej rodziny, dziew­czyna widocz­nie nie zwra­cała na nie uwagi, ale ja nie mogłam zosta­wić tego tak. Szyb­kim kro­kiem pode­szłam do grupki, która śmiała się w nie­bo­głosy.
– Jakiś pro­blem? – zapy­tałam sta­wa­jąc obok Ginny.
– Spo­koj­nie Alex, nic się nie­dzieje. – blon­dynka zasło­niła usta ręką tłum­jąc śmiech.
– Wiem co widzia­łam, zostaw­cie ją w spo­koju.
– No pro­szę, obroń­czyni uci­śnio­nych. Może zło­żymy się dla Cie­bie na swe­ter " Kocham Weasleyów”?
   Kiedy mia­łam coś powie­dzieć przede mną sta­nęły dwie wyso­kie posta­cie. Widząc ich czer­wone czu­pryny od razu wie­dzia­łam kto to. Fred spoj­rzał z góry na dziew­czyny, które ucie­kały wzro­kiem. George nato­miast lekko się uśmiech­nął. Bliź­niacy jak na swój wiek byli na prawdę gigan­tyczni, więc nie dzi­wi­łam się śli­zgon­kom, że się wystra­szyły. Dziew­czyny spoj­rzały na sie­bie i w popło­chu ode­szły. Każdy wie­dział na co są zdolni bliź­niacy jeśli cho­dzi o ich rodzinę. No bo nie oszu­kujmy się, nikt nie lubi łaj­no­bomb.
– Wszystko ok? – spoj­rza­łam na dziew­czynę.
– Tak, dzię­kuję.
– Pole­cam się na przy­szłość. – uśmiech­nę­łam się.
– Ledwo z ziemi widać, a jaka bojowa. – zaśmiał się Fred.
– Uwa­żaj Fred, bo jesz­cze nas pobije! – George szturch­nął mnie w ramie, na co się roześmia­łam.
– Wła­ści­wie to chcia­łem z Tobą poroz­ma­wiać Alex. – spoj­rza­łam na Freda, który spo­glą­dał na mnie z nadzieją, że zgo­dzę się na tą roz­mowę. Nie byłam pewna o co może mu cho­dzić, nic nie mogłam wyczy­tać z jego brą­zo­wych oczów. Nie­pew­nie poki­wa­łam głową, a chło­pak chwy­cił mnie za rękę. Zdą­rzy­łam tylko spoj­rzeć na zdzi­wioną Ginny, która patrzyła to na mnie to na Georga. Szyb­kim kro­kiem szłam za chło­pakiem. Zmie­rzał on w stronę jed­nego z drzew. Nie było nikogo przy nim nie było. Będąc już na miej­scu chło­pak wyswo­bo­dził moją dłoń ze swo­jego uści­sku. Usiadł na tra­wie, a ja uczy­ni­łam to samo.
– Sły­sza­łem jak dzi­siaj Śli­zgoni nie zbyt pochleb­nie o Tobie mówili…– nie dając mu dokoń­czyć zda­nia ode­zwa­łam się.
– Spo­koj­nie, to nic takiego. Mało obcho­dzi mnie ich zda­nie. – uśmiech­nę­łam się w jego stronę.
– A mnie obcho­dzi- odparł – Czuję się źle wie­dząc, że tak trak­tują Cię bo roz­ma­wiamy ze sobą.
– Naprawdę Fred, jest dobrze. Nie zależy mi na rela­cjach z ludźmi, któ­rzy oce­niają innych nie pozna­jąc ich. – deli­kat­nie klep­nę­łam go w plecy na co się zaśmiał.
   Chło­pak widocz­nie po tej roz­mo­wie poczuł się lepiej i nasza roz­mowa stała się bar­dziej swo­bodna. Po upły­wie nie­ca­łych kil­ku­na­stu minut dołą­czył do nas George wraz z Har­rym, Ronem i Her­mioną. Tatiana rów­nież zaszczy­ciła nas swoją obec­no­ścią, jed­nak nie na długo. Musiała zała­twić parę rze­czy przez co naj­zwy­czaj­niej bra­ko­wało jej czasu.
To był pierw­szy raz kiedy wszy­scy razem spo­tka­li­śmy się i obyło się bez żad­nej kłótni. Zau­wa­ży­łąm, że nawet Her­miona jest dla mnie mil­sza. Dzień jed­nak nie trwa wiecz­nie, po kola­cji i kolej­nej dawce narze­kań Draco co swoją drogą robiło się coraz nud­niej­sze, posta­no­wi­łam zakoń­czyć ten niby kon­flikt.
– Dobra koniec – spoj­rza­łam na bia­ło­wło­sego – Nie chcia­łam po pro­stu kłotni, dostali zezwo­le­nie wcze­śniej, więc nale­żało im się boisko.
– Tylko tyle masz mi do powie­dze­nia?– zapy­tał obu­rzony.
– To ja powin­nam być obra­żona, nie sta­ną­łeś w mojej obro­nie!– powie­dzia­łam smutno na niego patrząc.
– Ehhh, niech Ci będzie. Wyba­czam.
   Westch­nę­łam cicho, ale obda­rzy­łam go uśmie­chem. Po zje­dze­niu posiłku jako pierw­sza z Sly­the­rinu posta­no­wi­łam udać się do swo­jego domi­na­to­rium. Byłam wyjąt­kowo zmę­czona. Idąc w stronę lochów, na wyło­żo­nej mar­mu­rem podło­dzę zoba­czy­łam czarny skó­rzany notes. Zdzi­wiona schy­li­łam się i chwy­ci­łam go.          Rozej­rza­łam się czy może gdzieś nie jest jego poten­sjalny wła­ści­ciel. Nie widząc jed­nak nikogo posta­no­wi­łam zabrać go do swojgo pokoju. Tam spraw­dzę do kogo mógł nale­żeć, a następ­nego dnia zwrócę go.
Nie zajęło mi dużo czasu dotar­cie do pokoju zajęło mi dosłow­nie pięć minut. Odło­ży­łam notes na biurko. Usia­dłam na drew­nia­nym krze­śle i odwo­rzy­łam przedmiot. Zawio­dłam się widząc, że jest pusty. Nig­dzie nie wid­niał nawet pod­pis do kogo mógł nale­żeć. Nagłe wsko­cze­nie na biurko kota Kle­men­tyny spra­wiło, że pojem­ni­czek z atra­men­tem lezacy nie­da­leko roz­lał się. Na mój pech na notat­nik. Rozej­rza­łam się w poszu­ki­wa­niu jakieś chu­s­teczki. Jed­nak widząc, że wszystko wsiąka w kartki nie zosta­wia­jąc po sobie śladu spra­wiło, że przez chwilę nie wie­dzia­łam co się dzieje wokół mnie. Jed­nak napis, który poja­wił się po sekun­dzie spra­wił, że wró­ci­łam do żywych.

” Dla­czego nisz­czysz moją wła­sność?”
Spo­glą­da­łam jak poje­dyń­cze literki zni­kają. Nie­pew­nie chwy­ci­łam pióro i macza­jąc je w tuszu, roz­my­śla­łam nad odpo­wie­dzią. Westch­nę­łam i szybko odpi­sa­łam.
” To nie było celowo. Kim jesteś? Chcę oddać Ci notat­nik. „
” Nazy­wam się Tom Marvolo Rid­dle. „
” Nie sły­sza­łam o nikim takim…"
” Ten pamięt­nik to tylko moja dusza, wła­ści­cielką notat­nika jest Ginny Weasley. „
  Nie chcia­łam już mu nic odpi­sy­wać, nie czu­łam się zbyt prze­ko­nana co do tego przedmiotu. Odło­ży­łam pióro i chcąc już go zamknąć, zauwa­ży­łam jak Tom odpo­wiada mi. Po kilku sekun­dach na kartce poja­wił się mój por­tret przez co poczu­łam dresz­cze. Szybko zamknę­łam to. Wrzu­ci­łam go do torby. Skąd Ginny to wytrza­snęła? Moje roz­my­śle­nia prze­rwała roze­śmiana Pansy.
– Nie uwie­żysz Alex, ta sio­stra Weasleyów cho­dzi po kory­ta­rzu i pyta wszyst­kich czy widzieli jej pamięt­nik. – opa­dła na łóżko.
– I co w tym śmiesz­nego?
– Ma czel­ność myśleć, że ktoś z nas pomoże zdrajcu krwi?
   Westch­nę­łam i spoj­rza­łam na trobę. Nie­chęt­nie wyję­łam zeszyt i nie przej­mu­jac się woła­niami Pansy wyszłam z domi­na­to­rium. Jak naj­szyb­ciej mogłam wyszłam na kory­tarz. W oddali widzia­łam małą dziew­czynkę, która kie­ro­wała się w stronę scho­dów.
-Ginny! – krzyk­nę­łam, a rudo­włosa odwró­ciła się. Pod­bie­ga­jąc do niej wycią­gnę­łam rękę, w któ­rej trzy­ma­łam zeszyt.
– Dzię­kuję Alex! Bałam się że już go nie znajdę. – uśme­ich­nęła się lekko.
– Nie ma za co, tylko Ginny…– wes­tchnę­łam- Skąd Ty to masz, i dla­czego…
– Już wiesz? Pro­szę nie mów moim bra­cią, Tom jest nie­szko­dliwy.– mówiła obra­ca­jac się.– Jest moim przy­ja­cie­lem.
– Dobrze, ale uwa­żaj na sie­bie. – powie­dzia­łam patrząc jak odcho­dzi.

czwartek, 20 października 2016

Rozdział 10

4 komentarze:
    Piąt­kowe popo­łu­dnie, a ja muszę iść do biblio­teki po potrzebne mate­riały do wypra­co­wa­nia z elik­si­rów. Nie był to ciężki temat i spo­koj­nie zda­rzy­ła­bym napi­sać całą pracę w nie­dzielne popo­łu­dnie, ale jutro mam tre­ning, a nie­dzielę chcia­ła­bym spę­dzić na leniu­cho­wa­niu. Zaraz po lek­cjach poszłam do swo­jego domi­na­to­rium gdzie zmie­ni­łam swój mun­du­rek na nieco wygod­niej­sze rze­czy. Z torbą na ramie­niu opu­ści­łam swój pokój. Spraw­dza­jąc, czy aby na pewno zabra­łam ze sobą per­ga­min i atra­ment, weszłam do pokoju wspól­nego. Przy kominku sie­dzieli pią­to­roczni, zawzię­cie o czymś dys­ku­to­wali. Nato­miast na kana­pie sie­działy naj­więk­sze plot­kary z trze­ciego roku. Jak naj­szyb­ciej ruszy­łam w stronę kory­ta­rza, nie chcia­łam, żeby mnie zacze­piły. Wycho­dząc wpa­dłam na Mar­cusa Flint’a. Chło­pak grał w repre­zen­ta­cji Sly­the­rinu w Quid­dit­chu. Dopiero teraz mia­łam oka­zje się mu przyj­rzeć. Był dużo wyż­szy, miał rów­nież czarne włosy i wiel­kie zęby. Chło­pak zlu­stro­wał mnie od stóp aż po głowę. Byłam gotowa na jeden z jego uwag, lecz ku mojemu zdzi­wie­niu prze­pro­sił mnie i wszedł do pokoju głów­nego.
   

     Obej­rza­łam się za sie­bie i przez chwilę tak sta­łam, no tak jak mogłam zapo­mnieć. Musiał sobie przy­po­mnieć, że przy­jaź­nie się z Draco, tym samym chłop­cem, który ufun­do­wał nowy sprzęt dru­ży­nie. Ostatni raz obej­rza­łam się i wol­nym kro­kiem uda­łam się w stronę biblio­teki.
Będąc już, na kory­ta­rzu spo­strze­głam, że sporo uczniów prze­sia­duje na kamien­nych para­pe­tach. Nie dzi­wi­łam im się ani tro­chę, za oknem pogoda nie zachę­cała.
– Alex! – sły­sząc znany mi głos, zatrzy­małam się, już po chwili obok mnie sta­nął Fred. Rudzie­lec uśmiech­nął się i poka­zał mi swój per­ga­min. – Pew­nie idziesz do biblio­teki, prawda?
– Tak Fred­die. – odwza­jem­ni­łam uśmiech.
– Ja rów­nież, więc spę­dzisz popo­łu­dnie w dobo­ro­wym towa­rzy­stwie. – rzekł poważ­nie.

     Zaśmia­łam się i zaczę­łam iść w stronę wiel­kich drzwi. Fred otwo­rzył je i prze­pu­ścił nas. Rudzie­lec od razu ruszył w stronę ksiąg z działu wróż­biar­stwa, ja nato­miast zaczę­łam prze­glą­dać książki z elik­si­rów. Dwie wydały mi się odpo­wied­nie do tematu wypra­co­wa­nia. Z oka­zale wyglą­da­ją­cymi pod­ręcz­ni­kami pode­szłam do stołu. Usia­dłam, wyj­mu­jąc swoje rze­czy. Nie musia­łam długo cze­kać na poja­wie­nie się Freda, chło­pak poło­żył swoje rze­czy i usiadł naprze­ciwko mnie. Oparł się i prze­czy­tał pierw­sze strony wybra­nej książki.
Na per­ga­minie zapi­sa­łam może z trzy zda­nia, kiedy zauwa­ży­łam idą­cego brata Freda. Od razu pozna­łam Percy’ego, chło­pak ze zdu­mie­niem spo­glą­dał na nas. Pod­szedł i odchrząk­nął. Fred­die ode­rwał się od wcze­śniej­szego zaję­cia i spoj­rzał na brata.
– Kto Cię zmu­sił, żebyś tu przy­szedł? – mówił zdu­miony.
– Nie chcia­łem iść sam, a Alex szła, to się prze­mo­głem. – odparł.
– Nie­sa­mo­wite-rudzie­lec spoj­rzał na mnie-masz na niego dobry wpływ.
– Percy idź sobie, prze­szka­dzasz mi. – Fred wywró­cił teatral­nie oczami-A póź­niej kablu­jesz rodzi­com, że mam słabe oceny.
Percy wymam­ro­tał coś pod nosem i odszedł. Fred ze satys­fak­cją iż prze­go­nił star­szego brata, powró­cił do czy­ta­nia. Po dłuż­szej chwili zła­pał jed­nak za pióro i zaczął zapeł­niać per­ga­min dłu­gimi zda­niami. Uśmiech­nę­łam się pod nosem i rów­nież wró­ci­łam do wypra­co­wa­nia.
– Wymy­śli­łem Ci ksywę. – ode­zwał się nagle chło­pak, spoj­rza­łam na niego nie­pew­nie.
– Nie chce wie­dzieć.
– I tak powiem-uśmiech­nął się-Diva.
– Diva? – zapy­ta­łam z nie­do­wie­rza­niem.
– Diva. – potwier­dził.
– Czemu?
– Bo każdy Cię lubi-zaśmiał się – Her­miona mówiła, że tak czę­sto mówi się na mugol­skie pio­sen­karki.
– Nie wszy­scy mnie lubią Fred­die.
– Ja Cię lubię. – uśmiech­nął się sze­rzej, a ja zro­bi­łam się praw­do­po­dob­nie tak czer­wona, jak jego włosy.

     Nic mu nie odpo­wie­dzia­łam, tylko powró­ci­łam do zada­nia. Zakoń­czy­łam całą pracę wypi­su­jąc źró­dła skąd wzię­łam infor­ma­cję. Zegar na ścia­nie wska­zy­wał godzinę osiem­na­stą. Nie­sa­mo­wite całe wypra­co­wa­nie zro­bi­łam w nie­całe dwie godziny. Fred rów­nież skoń­czył, po krót­kiej roz­mo­wie odnie­śli­śmy książki na miej­sce. Po wyj­ściu z biblio­teki od razu uda­łam się w stronę domi­na­to­rium. Nie byłam głodna, więc od razu poło­ży­łam się do łóżka. Po szyb­kiej kapieli, opa­dłam na łóżko. Nie jestem pewna ile zajęło mi zaśnie­cie.

***

     Usia­dłam na brzegu łóżka. Zegar oznaj­mił mi, że pozo­stało mi pół godziny do tre­ningu. Z kufra wyję­łam strój. Poranne czyn­no­ści wyko­na­łam jak naj­szyb­ciej, wiem, jaki jest Draco, gdy każe mu się cze­kać. W eks­pre­so­wym tem­pie opu­ści­łam domi­na­to­rium i popra­wia­jąc koka weszłam do pokoju wspól­nego gdzie stał Draco. Chło­pak miał lekki uśmiech na twa­rzy, a w dło­niach trzy­mał dwie mio­tły. Kiedy byłam już wystar­cza­jąco bli­sko, podał mi jedną.
– Gotowa?
– Tak, miejmy to za sobą. – wymi­nę­łam go.

***

     Cała dru­żyna poru­szała się szybko na boisko. Pora­nek był chłodny, ale słońce zwia­sto­wało nie naj­gor­szą pogodę po połu­dniu. Szłam rów­nym kro­kiem z Mal­foyem i Flin­tem. Czu­łam się dość nie­pew­nie, byłam jedyną dziew­czyną w całej dru­ży­nie, co nie­zbyt mi się uśmie­chało. Po co ja w ogóle się zgo­dzi­łam? A no tak, Draco nie dałby mi spo­koju. Wesz­li­śmy na boisko, z dru­giego końca dostrze­głam Gry­fo­nów. Zasko­czona spoj­rza­łam na Draco, który przy­brał jeden ze swo­ich uśmiesz­ków. Od razu wyczu­łam, co się święci. Oli­ver Wood kapi­tan dru­żyny Gryf­fin­doru zmie­rzał w naszą stronę z iry­ta­cją wypi­saną na twa­rzy. Za nim szła rów­nież pod­de­ner­wo­wana dru­żyna.
– Co tu robi­cie? Dzi­siaj my mamy tu tre­ning. – Oli­ver zlu­stro­wał nas od stóp po głowę.
– Mamy zezwo­le­nie od Snape. – wyszcze­rzył się Mar­cus.
– Nam pozwo­liła pro­fe­sor McGo­na­gall. – za ple­cami kapi­tana dru­żyny dostrze­głam Her­mionę i Rona. Spo­glą­dali, w moją stronę cze­ka­jąc, aż się ode­zwę.
– Kiedy dosta­li­ście pozwo­le­nie na tre­ning? – zapy­ta­łam Oli­vera, który spoj­rzał na mnie.
– Dwa dni temu.
– Mar­cus a my kiedy? – spoj­rza­łam na ciem­no­wło­sego.
– Wczo­raj. – odparł ziry­to­wany.
– Więc po spra­wie. – kla­snę­łam w dło­nie- Dzi­siaj boisko należy do nich.
– Słu­cham? Nie dość, że z łaski Cię przy­ję­li­śmy to jesz­cze masz zamiar nami dyry­go­wać? – zaśmiał się, kątem oka zauwa­ży­łam jak Fred, pio­ru­nuje go wzro­kiem.
– Nie pro­si­łam się o to. – z uśmie­chem poda­łam mu mio­tłę. – Z chę­cią odejdę, życzę powo­dze­nia ze zna­le­zie­niem nowego szu­ka­ją­cego.
– Nie możesz tego zro­bić. – Śli­zgoni spoj­rzeli na mnie spod byka.
– A jed­nak. – uśmiech­nę­łam się w stronę dru­żyny domu lwa, któ­rzy wła­śnie powstrzy­my­wali śmiech. – Nie mogę się docze­kać, aż zoba­czę Was w akcji.
Na pię­cie odwró­ci­łam się i wsa­dza­jąc dło­nie do kie­szeni, ruszy­łam w stronę zamku.

Część 1:
Bajka o Śmierci