wtorek, 10 listopada 2015

Rozdział 5

1 komentarz:

 Perspektywa Tatiany 

     Krukonami oglądając początki startu gry. I naglę do moich uszu doszły słowa:
- ... Angelina Johnson natychmiast przejmuje kafla... Cóż to za wspaniały gracz, ta dziewczyna, no i przy tym taka ładna... - JORDAN! - Przepraszam, pani profesor... – Komentatorem był Lee Jordan i dość często było słychać, że nie potrafił zachować bezstronności. Co chwilę piłka była przejmowana przez inną drużynę, aż można się było pogubić. Ciągle przed oczami przemykał mi też się chłopak, który jedynie podawał. Ani razu nawet nie próbował strzelać, był jakiś inny, nie dało się go prawie dojrzeć. Był trochę jak duch. Miałam wrażenie, że go kojarzę, tylko nie wiedziałam skąd. Poza tym nie mogłam na nim skupić wzroku, jedynie kątek oka wyłapywałam ruch, więc tym trudniej było mi tę osobę zidentyfikować.
W pewnym momencie wszyscy zauważyli złotą piłeczkę i jak na jakiś znak szukający w tym samym czasie ruszyli za nią, zaś reszta zamarła na miotłach, czekając w napięciu. Dwóch chłopaków goniło znicz, ale Potter był nieco szybszy. W chwili, gdy chciał przyśpieszyć, Flint zablokował go w dość brutalny sposób, przez co Harry prawie spadł z miotły. Czyli tak rozwiązali tę kłótnię, wszystko jasne... Po stronie Gryfonów słychać było gwizdy i okrzyki oburzenia, natomiast Ślizgoni zaczęli klaskać-co McGonagall pokwitowała ostrym spojrzeniem. Po chwili zarządzono rzut wolny dla Gryfonów. Oczywiście nie mogło się obyć bez wzburzenia Jordana, który dał się ponieść emocjom. Gra toczyła się dalej, gdy nagle wszyscy zaczęli sobie pokazywać coś w górze. Tym „czymś” okazał się Harry Potter, którego miotła zaczęła robić dość dziwne ewolucje. W pewnym momencie chłopak się zsunął i zawisł na trzonku na jednej ręce. Miotła dygotała przez cały czas i wydawało się, że zaraz zrzuci Pottera. Wesleyowie, którzy byli pałkarzami, próbowali pomóc okularnikowi, ale gdy tylko się zbliżali, miotła odlatywała w inną stronę i nie pozwalała na ratunek. Chłopcy poddali się w końcu i zaczęli krążyć pod nim w nadziei, że uda im się go złapać. Kiedy wszyscy byli zapatrzeni na Harry'ego, Marcus Flint zdobył pięć bramek dla naszej drużyny, jednak nikt zbytnio nie zwracał na niego uwagi. Komentator w ogóle chyba nie zdawał sobie z tego sprawy. Nagle usłyszeliśmy głośny wrzask dobiegający z sektora nauczycieli, a potem Harry z powrotem wsiadł na Nimbusa. W tym samym momencie tłuczek poszybował w stronę jednego z Wesleyów (to chyba był Fred), który odbił go, lecz piłka niefortunnie poszybowała w stronę widowni. Chłopak patrzył jak kierowała się ku sektorowi Gryfonów. Harry Potter złapał złotego znicza ze strony Gryfonów było słychać głośne wiwatowanie. Spojrzałam w stronę Ślizgonów nie byli zadowoleni z przegranej szczególnie Draco był załamany.




niedziela, 18 października 2015

Rozdział 4

1 komentarz:

30 października 1991 r.

    Hogwart okazał się większą zagadką niż myślałam. Podczas pierwszego tygodnia zdążyłam się już kilka razy zgubić.Parę razy spotkałam także Irytka, który no cóż co do najprzyjemniejszych towarzyszy nie należał.Przez ten czas poznałam lepiej uczniów pierwszego roku. Codziennie rozmawiam z Harry'm, który okazał się naprawdę sympatyczną osobą tak samo Ron. Niestety poznana w pociągu Hermiona Granger wydała mi się strasznie pewną siebie osobą. Na każdej lekcji starała się udowodnić że wie wszystko.Strasznie mnie to irytowało. Doszło też do dość nie przyjemnej konfrontacji Draco i Harry'ego. Malfoy podczas lekcji latania zaraz po tym jak pani Hooch zabrała Neviella do skrzydła szpitalnego, upatrzył jego przypominajkę. Zabrał ją a Harry chciał ją odebrać. Skończyło się na tym iż obaj wznieśli się na swoich miotłach, Harry'emu udało się odzyskać przedmiot ale został nakryty na lataniu przez profesor McGonagall. Nie dostał kary ale za to został nowym szukającym drużyny Gryfonów.Czas mijał mi na rozmowach z przyjaciółmi i  nauce.Nadszedł dzień w którym mugolskie dzieci przebierały się za różne kreatury z zamiarem straszenie i zdobywania słodyczy. Wielka sala na ten dzień została ustrojona w dynie z różnymi wyciętymi wzorami.
- Co ty dzisiaj taka zamyślona?- usłyszałam głos Pansy. Spojrzałam na brunetkę i lekko się uśmiechnęłam.
- Uwierzyłabyś jakbym powiedziała że nie wiem? Czasami mam takie refleksje. - odpowiedziałam jej.
- Dlatego jak masz do niej sprawę podejdź jak jest zamyślona zgodzi się na wszystko.- powiedział Draco z lekkim uśmiechem. Spojrzałam na niego a ten tylko jeszcze szerzej się uśmiechnął.
- Ostatnio sporo czasu spędzasz z Harrym Potterem i tym całym Weasley'em.- powiedziała brunetka a po chwili wsadziła do ust kawałek pieczonego ziemniaka.
- Tak są bardzo mili.-odpowiedziałam i już żadne z nich się nie odezwało.Spojrzałam na wybrańca. Rozmawiał zadowolony z Ronem i jego starszymi braćmi. Percy był lekko sztywny ale miło mi się z nim rozmawiało, natomiast bliźniacy byli jego przeciwieństwem. Starczyły mi dwa tygodnie aby nauczyć się ich rozpoznawać. Rudzielce musieli wyczuć mój wzrok bo mi pomachali. Odwzajemniłam gest z lekkim uśmiechem. Postanowiłam wrócić do swojego posiłku.Nagle do sali wbiegł profesor Quirrell z przekrzywionym turbanem i przerażeniem wypisanym na twarzy.Gwar który panował w sali zniknął jak za dotknięciem różdżki. Wszyscy przypatrywali się profesorowi który próbował złapać oddech.podszedł do krzesła profesora Dumbledore'a,oparł się o stół i wysapał.
-Troll... w lochach... uznałem, że powinien  pan wiedzieć.
Jakie zamieszanie wybuchło po tych słowach nie da się opisać. Uczniowie szybko odeszli ze swoich miejsc i z krzykiem biegli w stronę drzwi.Profesor Dumbledore wystrzelił kilka purpurowych rakiet ze swojej różdżki by uciszyć salę.
-Perfekci! - zagrzmiał głos dyrektora. -Natychmiast zaprowadzić swoje domy do dominatoriów.
-Pierwszoroczni!- usłyszałam głos perfekta Slytherinu. Kiedy podeszliśmy do wysokiego chłopaka odezwał się idąc w stronę naszych dominatoriów. - Nie musicie bać się trolli to bezmózgie istoty.
Zeszliśmy w dół po kamiennych schodach.Mroczny labirynt był opustoszały. Zagłębialiśmy się coraz bardziej  w podziemia.Stanęliśmy przed wilgotną ścianą. Perfekt powiedział hasło a przed nami otworzyły się kamienne drzwi przez które weszliśmy.
- Dobrze już jesteśmy bezpieczni tutaj nie wejdzie.-odezwał się perfekt.-Idźcie do swoich dominatoriów.
Spojrzałam na Pansy i od razu poszłyśmy do naszego tymczasowego lokum. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na dziewczynę. Dużo osób mówi że ma twarz jak mops. Coś w tym jest ale ją lubię.
- Jak myślisz kto wpuścił tego trolla?- zagadnęłam .
- Nie mam pojęcia. Możliwe, że Irytek to zrobił dla zabawy. -odpowiedziała a ja westchnęłam . Długo rozmawiałyśmy aż zmorzył nas sen.



środa, 16 września 2015

Rozdział 3

1 komentarz:
 
    Osobą wołającą pierwszorocznych okazał się gajowy Hogwartu. Był to bardzo wysoki mężczyzna o wielkich dłoniach i stopach. Na twarzy miał gęstą ciemną brodę i włosy do ramienia jeszcze bardziej gęste. Harry uradowany na widok gajowego podszedł bliżej a ja z rudowłosym zrobiłam to samo.
- I Jak podróż Harry?- zapytał go.
- Wspaniale Hagridzie.- mówił wesoły.
- I masz nowych znajomych!- spojrzał na mnie i Rona.
- Tak to Alex Snape i Ron Weasley.- przedstawił nas.
- O cholibka Snape? Aż ci współczuję, to taki nieprzyjemny mężczyzna - powiedział ze śmiechem- A za twoimi braćmi musiałem tyle razy biegać aby nie wchodzili do zakazanego lasu- tym razem zwrócił się do Rona.- No nic skoro reszta pierwszoroczniaków doszła to za mną młodzieży!
Wszyscy żwawo szli za Hagridem któremu buzia się nie zamykała.Co chwilę wybuchaliśmy śmiechem. Szliśmy dłuższą chwilę. Zatrzymaliśmy się dopiero przed jeziorem w którym odbijał się księżyc. Z tego miejsca idealnie było widać Hogwart. Było to wielkie zamczysko z wieloma wieżyczkami . Gajowy nakazał nam wejść do łódek, które były na brzegu jeziora. W każdej mieściły się tyko cztery osoby. Ron, Harry, Hermiona i Neville. Ja natomiast zajęłam łódkę z trzema dziewczynami. Dwie były bliźniaczkami natomiast trzecia miała rude wkręcone włosy sięgające za łopatki. Od razu nawiązałam z nią dobry kontakt.Po przepłynięciu jeziora gajowy doprowadził nas do czekającej na schodach kobiety. Była ona wysoka i szczupła. Na głowie miała związanego ciasnego koka. Wyglądała na wymagając nauczycielkę.Podziękowała Hagridowi i zaczęła nas prowadzić w stronę wielkiej sali.Po drodze wyjaśniła nam na czym będzie polegać nasz przydział do domu. Na parę minut zostawiła nas samych żeby wrócić z wielką spiczastą brudną czapką.Otworzyła drzwi i powadziła nas wzdłuż do stołka nieopodal stołu nauczycieli. Kobieta postawiła szapkę na stołku a ta odchrząknęła i zaczęła śpiewać.

Może nie jestem śliczna,
Może i łach ze mnie stary,
Lecz choćbyś świat przeszukał,
Tak mądrej nie znajdziesz tiary.
Możecie mieć meloniki,
Możecie mieć panamy,
Lecz jam jest Tiara Losu,
Co jeszcze nie jest zbadany.
Choćbyś swą głowę schował
Pod pachę albo w piasek,
I tak poznam kim jesteś,
Bo dla mnie nie ma masek.
Śmiało, dzielna młodzieży,
Na głowy mnie wkładajcie,
A ja wam zaraz powiem,
Gdzie odtąd zamieszkacie.
Może w Gryffindorze,
Gdzie kwitnie męstwa cnota,
Gdzie króluje odwaga
I do wyczynów ochota.
A może w Hufflepuffie,
Gdzie sami prawi mieszkają,
Gdzie wierni i sprawiedliwi
Hogwarta szkoły są chwałą.
A może w Ravenclawie
Zamieszkać wam wypadnie
Tam płonie lampa wiedzy,
Tam mędrcem będziesz snadnie.
A jeśli chcecie zdobyć
Druhów gotowych na wiele,
To czeka was Slytherin,
Gdzie cenią sobie fortele.
Więc bez lęku, do dzieła!
Na głowy mnie wkładajcie,
Jam jest Myśląca Tiara,
Los wam wyznaczę na starcie!

   Kiedy skończyła profesor Minerwa McGonagall spojrzała na nas i powiedziała tylko ze kiedy wyczyta nasze
imię mamy podejść.
-Abbott Hanna !
-HUFFLEPUFF!- uczniowie tego domu zaczęli głośno wiwatować.
-Bones,Susan!
-HUFFLEPUFF!
-Bott,Terry!
-RAVWNCLAW!-tym razem ci uczniowie mieli powód do radości.
Hermiona trafiła zaś do Gryffindoru, a moja nowa koleżanka Tatiana do Ravenclaw'u. Neville również został gryfonem, Draco jak sobie życzył został przydzielony do Slytherinu. Po nim poszły jeszcze cztery osoby aż przyszedł czas na Harry'ego. Był zdenerwowany. Niepewnie usiadł na stołku. Po nałożeniu tiary  upłynęło trochę czasu aż było można usłyszeć Gryffindor. Chłopak zajął swoje miejsce przy stole a ja wyczekiwałam aż usłyszę swoje nazwisko.
-Snape, Aleksandra!
Podeszłam do stołka i usiadłam po chwili mając już tiarę przydziału usłyszałam głos. Gdzie by cię tu przydzielić? Umysł masz tęgi, odwagi za dwóch, sprytu także wiele a zarazem sprawiedliwa. Już wiem...
- SLYTHERIN!
Po zdjęciu tiary podeszłam do swojego stołu gdzie mnóstwo osób mi gratulowało usiadłam obok Draco który był zadowolony że jesteśmy razem w jednym domu.Po przydziale przyszedł czas na kolację. Zaraz po niej dyrektor szkoły Albus Dumbledore wygłosił przemówienie. Nie wiem czemu ale nie miałam ochoty tego słuchać. Wychwyciłam tylko że jest nowy nauczyciel od obrony przed czarną magią i o zakazie wtargnięcia na korytarz na trzecim piętrze a także o zakazanym lesie. Po uczcie perfekci odprowadzili uczniów do pokojów wspólnych. Tak się złożyło że slytherina znajdował się w lochach. Zeszliśmy po schodach w dół.Przed wejściem do środka podano nam hasła. Swoje dominatorium dzieliłam z Pansy Parkinson i dziwną dziewczyną o blond włosach i zielonych oczach. 



Rozdział 2

1 komentarz:

   Nadszedł ten dzień. Za parę godzin będę już w Hogwarcie, ale przed tym wraz ze Severusem i rodzinom Malfoy'ów udałam się na stację King's Cross. Przejście na peron oddzielała barierka między peronem 9 a 10. Severus spojrzał na mnie a po chwili zniknął. Spojrzałam na Draco, który rozbiegł się ze swoim wózkiem, na którym był kufer i przebiegł przez mur. Zaraz po tym poszłam w jego ślady, by po sekundzie zobaczyć wielki pociąg. Platynowłosy przystanął, aby pożegnać się z rodzicami a ja weszłam do pociągu. Kiedy uporałam się ze swoim kufrem zajęłam jeden z wolnych przedziałów. Spojrzałam przez okno. Odpłynęłam we własnych myślach. A co jeśli nie dam sobie rady w tej szkole? Tylko takie myśli nasuwały mi się do głowy.
- Mogę się dosiąść ?- spojrzałam na wejście i zobaczyłam średniego wzrostu chłopaka o brązowych włosach i okrągłych okularach.
- Jasne-uśmiechnęłam się lekko, a już po chwili naprzeciw mnie usiadł brunet.
- Jestem Harry Potter-powiedział wyciągając do mnie rękę.
- Alex Snape-złapałam jego dłoń.
Niestety zaraz po tym zapanowała niezręczna cisza. Harry przyglądał się komuś. Spojrzałam w to samo miejsce i zauważyłam pulchną rudą kobietę z córką i czwórką również rudych synów. Można było usłyszeć ich rozmowę:
„- Nie płacz Ginny!- powiedział jeden z bliźniaków.
- No właśnie wyślemy ci sedes z Hogwartu.- odparł drugi mierzwiąc jej włosy”
Uśmiechnęłam się pod nosem a później usłyszałam gwizd oznajmiający, że za chwilę wyruszamy. Ostatni uczniowie weszli do pociągu zajmując miejsca. Nadal między mną a Harrym była cisza. Przerwało ją otworzenie drzwi. Oboje spojrzeliśmy w stronę rudego chłopaka, który wychylał głowę przez nie.
- Mogę się dosiąść?- zapytał-Wszędzie taki tłum...- dodał nieśmiało.
- Wchodź.- brunet lekko się uśmiechnął.
- Jestem Ron Weasley- powiedział rudzielec siadając obok chłopaka.
- A ja Harry Potter.
- Ten Harry Potter? - zdziwił się.
- A ja Alex Snape - dodałam, a oboje spojrzeli na mnie.
- Wybacz-zaśmiał się Ron.
- Nic się nie stało.- Harry a czy to prawda, że .- zawiesił się- no masz tę bliznę?- brunet nic mu nie odpowiedział tylko zgarnął włosy z czoła odsłaniając bliznę w kształcie błyskawicy. Ron rozszerzył lekko usta a ja przyjrzałam jej się.
- Wiecie coś o magii ? Ja niedawno dowiedziałem się, że jestem czarodziejem-westchnął Harry.
- Mój ojciec uczy w Hogwarcie, kilka łatwych zaklęć znam, ale nic poza tym. - odpowiedziałam.
- Jesteście kochaneczki głodne ?- drzwi od przedziału się otworzyły a w nich stanęła kobieta z wózkiem. Były tam wszystkiego rodzaju słodycze.
- Nie dziękuję mam swoje- Ron wyjął swoją kanapkę.
- Ja poproszę- powiedział Harry biorąc wszystkiego po trochu. I tak właśnie spędziliśmy prawię dwie godziny.Wyjaśniliśmy Harry'emu niektóre rzeczy. Drzwi od naszego przedziału otworzyły się a do środka weszli dwaj identyczni roześmiani chłopcy. Obaj byli rudzi i wysocy. Na twarzy widać było wiele piegów.
- Cześć Ronuś-powiedział jeden, na co wcześniej wspomniany wywrócił oczami.
- Zapomnieliśmy się przedstawić- dodał drugi-Jestem George, a to mój brat Fred. - powiedzieli do Harry'ego.
- A ciebie nie znamy-powiedział George? Tak to chyba on. Spojrzał w moją stronę z lekkim uśmiechem.
- Alex Snape. - odpowiedziałam.
- Jesteś córką Severusa Snape ?- zrobili wielkie oczy.
- Tak. - lekko zawstydzona spuściłam głowę. Bliźniacy chwilę jeszcze porozmawiali ze swoim bratem, żeby za chwilę wyjść. Zza oknem robiło się coraz ciemniej. Kiedy to znowu drzwi się otworzyły. Stał w nich wysoki chłopak o prawie białych włosach i chudej twarzy. Tak był to Draco, ale nie przyszedł sam obok niego stali dwaj tędzy chłopcy.
- To prawda, że w tym przedziale jest Harry Potter?- zapytał.
- Tak- odparł wspomniany.
- Nazywam się Draco Malfoy-powiedział z dumą, na co Ron zasłonił usta by powstrzymać śmiech- Co śmieszy cię moje imię? Ty za to nie musisz się przedstawiać rudy, szata po starszym bracie. Widać ze Weasley. Trzymaj się lepszych, bo daleko z Weasley'ami nie zajdziesz.- Pozwól, że sam zdecyduję kto jest lepszy.- Harry spokojnie odpowiedział a Malfoy opuścił przedział posyłając mi spojrzenie. Pomimo tej nieprzyjemnej sytuacji nie straciliśmy humoru i rozmawialiśmy do upadłego.
- Mnie bracia nauczyli jednego zaklęcia- powiedział Ron głaskając swojego szczura Parszywka.
- Pokaż. - powiedziałam razem z Harrym. Zanim rudowłosy zdarzył coś powiedzieć do przedziału weszła dziewczyna o brązowych, kręconych włosach.
- Widzieliście może ropuchę? Neville znowu swoją zgubił-ton jej głosu był jak to ująć? Przemądrzały, nudny i nieprzyjemny.- O czarujecie ? - Ron odkaszlał i wypowiedział zaklęcie celując różdżką w szczura.
- Słoneczko, masełko, stokrotki żółciutkie
Cyraneczko, żądełko, pieniążki złociutkie
Zmieńcie szczura tego, głupiego, tłustego
W szura mądrego i całkiem żółtego !
- To nie jest zaklęcie! Nauczyłam się wszystkich z podręczników. - powiedziała krzyżując ręce na piersi. Harry z Ronem wymienili się znaczącymi spojrzeniami a ja powstrzymywałam śmiech.- No cóż mniejsza z tym, lepiej zmieńcie szaty, bo zaraz Hogwart.- po tych słowach wyszła.
- Nie mam pojęcia do jakiego domu, ale oby nie do tego, co ona. - powiedział Ron. Zaśmiałam się wraz z Harrym. Przepraliśmy szaty a komunikator kazał nam zostawić kufry w pociągu. Kiedy już wyszliśmy z Hogwart Express usłyszeliśmy głos.
- Pirszoroczni! Pirszoroczni!



niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 1

2 komentarze:

31 lipca 1991 r.


    Czekałam na ten dzień bardzo długo. Skończyłam właśnie jedenaście lat, byłam bardzo podekscytowana tym faktem. Wiedziałam, że dzisiejszego dnia mogę spodziewać się sowy i mojego listu z Hogwartu. Mój ojciec uczy tam od kilkunastu lat eliksirów, a także jest opiekunem domu Slytherina. Od dwóch lat dużo czytam na temat szkoły Magi i Czarodziejstwa. Najbardziej interesowały mnie domy, często zastanawiałam się gdzie tiara przydziału mnie da. Wiem, że ludzie z Hufflepuff'u charakteryzowali się uczciwością, spokojem i sprawiedliwością, Ravenclaw'u natomiast mądrością i bystrością, Gryffindor był domem dla ludzi odważnych, był jeszcze Slytherin dla osób przebiegłych zazwyczaj trafiali tam ludzie z czystą krwią. Usiadłam na łóżku patrząc w okno. Zauważyłam w oddali brązową znaną mi sowę. Wstałam i otworzyłam na oścież okno. Puchach stanął na parapecie a ja od jego nogi odwiązałam list. Był on od Narcyzy Malfoy. Ona, jak i jej mąż byli dobrymi przyjaciółmi mojego ojca. Mieli syna w moim wieku, nazywał się Draco. Zawsze, kiedy zaczynał się rok szkolny mój tata zostawiał mnie u nich. Dzięki temu zyskałam przyjaciela . Westchnęłam usiłując otworzyć list. Kiedy w końcu mi się udało, przeczytałam długie życzenia od całej rodziny Malfoy'ów. Uśmiechnęłam się pod nosem. Przyniosłam sowie wodę a sama zaczęłam pisać list z podziękowaniami. Kiedy skończyłam przywiązałam go do nogi puchacza a ten odleciał. Kiedy chciałam już zamknąć okno na parapecie przystanęła biała jak śnieg sowa. Wzięłam od niej list i zaczęłam go czytać. Uśmiechnęłam się widząc pieczęć szkoły. Wyszłam z pokoju i zeszłam po długich schodach. Zobaczywszy rodziciela podeszłam do niego.- List z Hogwartu przyszedł- powiedziałam podając mężczyźnie kopertę . Spojrzał na nią i wyjął list, aby go szybko przeczytać.
- Świetnie akurat wybierałem się na pokątną. - odparł-Ubierz się czym szybciej kupimy wszystko tym lepiej.
Zaraz po wypowiedzianych słowach podbiegłam po schodach do swojego pokoju. Włożyłam zwykłą sukienkę na ramiączkach w kwiatowe motywy na to czarny sweter z rękawami 3/4 a na nogi szybko włożyłam trampki. Długie włosy uczesałam i związałam w warkocz. Gotowa zeszłam do salonu gdzie z pomocą proszku Fiuu dostałam się wraz ze Snape'em na ulice Pokątną. Spojrzałam na tłum czarodziejów, którzy chodzili od sklepu do sklepu.
- Ja kupię podręczniki i inne ważne przybory a ty idź po szatę i różdżkę.- powiedział a ja kiwnęłam głową. Na pierwszy ogień poszłam do Ollivander'a po różdżkę. Wchodząc usłyszałam dzwoneczek a już po chwili zza regałów wyszedł siwiejący już mężczyzna. Spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Wchodź-zaśmiał się widząc, że stoję przy drzwiach. Podeszłam bliżej a on rozpoczął dalszą rozmowę- Pierwszoroczna co? Tyle was w tym roku już tu przyszło- mówił wesołym tonem podając mi z najbliższej półki różdżkę-Spróbuj tą.
Wzięłam ją do ręki i machnęłam, ale ta nic nie zrobiła.
- Nie przejmuj się- powiedział widząc moją minę- To różdżka z Berberys'u jest dość kapryśna i potrzebuje stanowczego właściciela.- mówił szukając innej-Ta powinna być idealna.-taka też i była, poczułam ogromną siłę zaraz po tym, jak ją dotknęłam-Tak więc cię wybrała, to różdżka z akacji bardzo rzadko znajduję czarodzieja, któremu jest posłuszna. 13 cali i włos z ogona jednorożca, bardzo elegancka i odpowiednio giętka.
Uśmiechnęłam się do czarodzieja i zapłaciłam za nią. Stanęłam naprzeciwko sklepu z napisem „ Madame Malkin - szaty na wszystkie okazje „. Weszłam do środka, powiedziałam właścicielce, że potrzebuję szat do Hogwartu i nie czekając na dalsze instrukcje. Zebrała moje wymiary, by już po chwili dać mi nowiutką zapakowaną szatę. Kiedy wyszłam od Madame Malkin ze sklepu obok, czyli z „Esy i Floresy” wyszedł Severus. Przed powrotem do domu kupiliśmy jeszcze sowę. Za równy miesiąc rozpocznie się nowy rok.



sobota, 15 sierpnia 2015

Prolog

3 komentarze:
 
   Przy ulicy Private Drive 4 w świetle księżyca stała wysoka, szczupła kobieta o już szarawych włosach upiętych w ciasnego koka. Stała jakby na kogoś czekała, widać, że była zaniepokojona. Obok niej niespodziewanie stanął mężczyzna w podeszłym już wieku o długiej siwej brodzie.
- Więc to prawda- kobieta zaczęła rozmowę-Lily i James, oni ...
- Tak.- mężczyzna westchnął - Voldemort ich zabił.- kobieta wzdrygnęła się słysząc imię czarnoksiężnika.
- A co z ich dziećmi ? Obserwowałam rodzinę Lily, ale to są najgorsi mugole, jakich widziałam.- powiedziała poprawiając okulary.
- Niestety, ale chłopcem zajmą się oni. - odparł dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa.
- A dziewczynką ?- dopytywała kobieta.
- Snape. - odpowiedział spokojnie.
- Ale ...- mężczyzna nie dał jej dokończyć.
- Minevro któż lepiej by ją wychował niż mężczyzna, który darzył jej matkę prawdziwym uczuciem?- spojrzał w ciemne niebo, po którym szybował motor ? Tak to na pewno był motor. Oboje przyglądali się jak sprawnie wylądował tuż obok nich.
- Wybaczcie za spóźnienie, ale musiałem pożyczyć motor od młodego Black'a.
- Nic się nie stało przyjacielu.- dyrektor zabrał od gajowego chłopca, by zaraz z listem wyjaśniającym całą sytuację ułożyć go pod drzwiami mogolskiej rodziny. Hagrid przyglądał się temu czynowi z bólem serca. Nie spędzał wiele czasu z rodzeństwem, ale przyzwyczaił się do nich. Spojrzał na kruchą istotę, którą trzymał w swoich dłoniach.
-Nie przejmuj się przyjacielu- uśmiechnął się do niego Albus biorąc dziewczynkę - Jeszcze się spotkacie



Część 1:
Bajka o Śmierci