niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 1

2 komentarze:

31 lipca 1991 r.


    Czekałam na ten dzień bardzo długo. Skończyłam właśnie jedenaście lat, byłam bardzo podekscytowana tym faktem. Wiedziałam, że dzisiejszego dnia mogę spodziewać się sowy i mojego listu z Hogwartu. Mój ojciec uczy tam od kilkunastu lat eliksirów, a także jest opiekunem domu Slytherina. Od dwóch lat dużo czytam na temat szkoły Magi i Czarodziejstwa. Najbardziej interesowały mnie domy, często zastanawiałam się gdzie tiara przydziału mnie da. Wiem, że ludzie z Hufflepuff'u charakteryzowali się uczciwością, spokojem i sprawiedliwością, Ravenclaw'u natomiast mądrością i bystrością, Gryffindor był domem dla ludzi odważnych, był jeszcze Slytherin dla osób przebiegłych zazwyczaj trafiali tam ludzie z czystą krwią. Usiadłam na łóżku patrząc w okno. Zauważyłam w oddali brązową znaną mi sowę. Wstałam i otworzyłam na oścież okno. Puchach stanął na parapecie a ja od jego nogi odwiązałam list. Był on od Narcyzy Malfoy. Ona, jak i jej mąż byli dobrymi przyjaciółmi mojego ojca. Mieli syna w moim wieku, nazywał się Draco. Zawsze, kiedy zaczynał się rok szkolny mój tata zostawiał mnie u nich. Dzięki temu zyskałam przyjaciela . Westchnęłam usiłując otworzyć list. Kiedy w końcu mi się udało, przeczytałam długie życzenia od całej rodziny Malfoy'ów. Uśmiechnęłam się pod nosem. Przyniosłam sowie wodę a sama zaczęłam pisać list z podziękowaniami. Kiedy skończyłam przywiązałam go do nogi puchacza a ten odleciał. Kiedy chciałam już zamknąć okno na parapecie przystanęła biała jak śnieg sowa. Wzięłam od niej list i zaczęłam go czytać. Uśmiechnęłam się widząc pieczęć szkoły. Wyszłam z pokoju i zeszłam po długich schodach. Zobaczywszy rodziciela podeszłam do niego.- List z Hogwartu przyszedł- powiedziałam podając mężczyźnie kopertę . Spojrzał na nią i wyjął list, aby go szybko przeczytać.
- Świetnie akurat wybierałem się na pokątną. - odparł-Ubierz się czym szybciej kupimy wszystko tym lepiej.
Zaraz po wypowiedzianych słowach podbiegłam po schodach do swojego pokoju. Włożyłam zwykłą sukienkę na ramiączkach w kwiatowe motywy na to czarny sweter z rękawami 3/4 a na nogi szybko włożyłam trampki. Długie włosy uczesałam i związałam w warkocz. Gotowa zeszłam do salonu gdzie z pomocą proszku Fiuu dostałam się wraz ze Snape'em na ulice Pokątną. Spojrzałam na tłum czarodziejów, którzy chodzili od sklepu do sklepu.
- Ja kupię podręczniki i inne ważne przybory a ty idź po szatę i różdżkę.- powiedział a ja kiwnęłam głową. Na pierwszy ogień poszłam do Ollivander'a po różdżkę. Wchodząc usłyszałam dzwoneczek a już po chwili zza regałów wyszedł siwiejący już mężczyzna. Spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Wchodź-zaśmiał się widząc, że stoję przy drzwiach. Podeszłam bliżej a on rozpoczął dalszą rozmowę- Pierwszoroczna co? Tyle was w tym roku już tu przyszło- mówił wesołym tonem podając mi z najbliższej półki różdżkę-Spróbuj tą.
Wzięłam ją do ręki i machnęłam, ale ta nic nie zrobiła.
- Nie przejmuj się- powiedział widząc moją minę- To różdżka z Berberys'u jest dość kapryśna i potrzebuje stanowczego właściciela.- mówił szukając innej-Ta powinna być idealna.-taka też i była, poczułam ogromną siłę zaraz po tym, jak ją dotknęłam-Tak więc cię wybrała, to różdżka z akacji bardzo rzadko znajduję czarodzieja, któremu jest posłuszna. 13 cali i włos z ogona jednorożca, bardzo elegancka i odpowiednio giętka.
Uśmiechnęłam się do czarodzieja i zapłaciłam za nią. Stanęłam naprzeciwko sklepu z napisem „ Madame Malkin - szaty na wszystkie okazje „. Weszłam do środka, powiedziałam właścicielce, że potrzebuję szat do Hogwartu i nie czekając na dalsze instrukcje. Zebrała moje wymiary, by już po chwili dać mi nowiutką zapakowaną szatę. Kiedy wyszłam od Madame Malkin ze sklepu obok, czyli z „Esy i Floresy” wyszedł Severus. Przed powrotem do domu kupiliśmy jeszcze sowę. Za równy miesiąc rozpocznie się nowy rok.



sobota, 15 sierpnia 2015

Prolog

3 komentarze:
 
   Przy ulicy Private Drive 4 w świetle księżyca stała wysoka, szczupła kobieta o już szarawych włosach upiętych w ciasnego koka. Stała jakby na kogoś czekała, widać, że była zaniepokojona. Obok niej niespodziewanie stanął mężczyzna w podeszłym już wieku o długiej siwej brodzie.
- Więc to prawda- kobieta zaczęła rozmowę-Lily i James, oni ...
- Tak.- mężczyzna westchnął - Voldemort ich zabił.- kobieta wzdrygnęła się słysząc imię czarnoksiężnika.
- A co z ich dziećmi ? Obserwowałam rodzinę Lily, ale to są najgorsi mugole, jakich widziałam.- powiedziała poprawiając okulary.
- Niestety, ale chłopcem zajmą się oni. - odparł dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa.
- A dziewczynką ?- dopytywała kobieta.
- Snape. - odpowiedział spokojnie.
- Ale ...- mężczyzna nie dał jej dokończyć.
- Minevro któż lepiej by ją wychował niż mężczyzna, który darzył jej matkę prawdziwym uczuciem?- spojrzał w ciemne niebo, po którym szybował motor ? Tak to na pewno był motor. Oboje przyglądali się jak sprawnie wylądował tuż obok nich.
- Wybaczcie za spóźnienie, ale musiałem pożyczyć motor od młodego Black'a.
- Nic się nie stało przyjacielu.- dyrektor zabrał od gajowego chłopca, by zaraz z listem wyjaśniającym całą sytuację ułożyć go pod drzwiami mogolskiej rodziny. Hagrid przyglądał się temu czynowi z bólem serca. Nie spędzał wiele czasu z rodzeństwem, ale przyzwyczaił się do nich. Spojrzał na kruchą istotę, którą trzymał w swoich dłoniach.
-Nie przejmuj się przyjacielu- uśmiechnął się do niego Albus biorąc dziewczynkę - Jeszcze się spotkacie



Część 1:
Bajka o Śmierci