wtorek, 10 listopada 2015

Rozdział 5


 Perspektywa Tatiany 

     Krukonami oglądając początki startu gry. I naglę do moich uszu doszły słowa:
- ... Angelina Johnson natychmiast przejmuje kafla... Cóż to za wspaniały gracz, ta dziewczyna, no i przy tym taka ładna... - JORDAN! - Przepraszam, pani profesor... – Komentatorem był Lee Jordan i dość często było słychać, że nie potrafił zachować bezstronności. Co chwilę piłka była przejmowana przez inną drużynę, aż można się było pogubić. Ciągle przed oczami przemykał mi też się chłopak, który jedynie podawał. Ani razu nawet nie próbował strzelać, był jakiś inny, nie dało się go prawie dojrzeć. Był trochę jak duch. Miałam wrażenie, że go kojarzę, tylko nie wiedziałam skąd. Poza tym nie mogłam na nim skupić wzroku, jedynie kątek oka wyłapywałam ruch, więc tym trudniej było mi tę osobę zidentyfikować.
W pewnym momencie wszyscy zauważyli złotą piłeczkę i jak na jakiś znak szukający w tym samym czasie ruszyli za nią, zaś reszta zamarła na miotłach, czekając w napięciu. Dwóch chłopaków goniło znicz, ale Potter był nieco szybszy. W chwili, gdy chciał przyśpieszyć, Flint zablokował go w dość brutalny sposób, przez co Harry prawie spadł z miotły. Czyli tak rozwiązali tę kłótnię, wszystko jasne... Po stronie Gryfonów słychać było gwizdy i okrzyki oburzenia, natomiast Ślizgoni zaczęli klaskać-co McGonagall pokwitowała ostrym spojrzeniem. Po chwili zarządzono rzut wolny dla Gryfonów. Oczywiście nie mogło się obyć bez wzburzenia Jordana, który dał się ponieść emocjom. Gra toczyła się dalej, gdy nagle wszyscy zaczęli sobie pokazywać coś w górze. Tym „czymś” okazał się Harry Potter, którego miotła zaczęła robić dość dziwne ewolucje. W pewnym momencie chłopak się zsunął i zawisł na trzonku na jednej ręce. Miotła dygotała przez cały czas i wydawało się, że zaraz zrzuci Pottera. Wesleyowie, którzy byli pałkarzami, próbowali pomóc okularnikowi, ale gdy tylko się zbliżali, miotła odlatywała w inną stronę i nie pozwalała na ratunek. Chłopcy poddali się w końcu i zaczęli krążyć pod nim w nadziei, że uda im się go złapać. Kiedy wszyscy byli zapatrzeni na Harry'ego, Marcus Flint zdobył pięć bramek dla naszej drużyny, jednak nikt zbytnio nie zwracał na niego uwagi. Komentator w ogóle chyba nie zdawał sobie z tego sprawy. Nagle usłyszeliśmy głośny wrzask dobiegający z sektora nauczycieli, a potem Harry z powrotem wsiadł na Nimbusa. W tym samym momencie tłuczek poszybował w stronę jednego z Wesleyów (to chyba był Fred), który odbił go, lecz piłka niefortunnie poszybowała w stronę widowni. Chłopak patrzył jak kierowała się ku sektorowi Gryfonów. Harry Potter złapał złotego znicza ze strony Gryfonów było słychać głośne wiwatowanie. Spojrzałam w stronę Ślizgonów nie byli zadowoleni z przegranej szczególnie Draco był załamany.




1 komentarz:

  1. Tatiana? Nie kojarzę ;) Sory ale dalej mam wrażenie, że streszczasz książkę i to mocnym skrócie tyle, że z innej perspektywy
    Pozdrowionka Amei

    OdpowiedzUsuń

Część 1:
Bajka o Śmierci