czwartek, 20 października 2016

Rozdział 10

4 komentarze:
    Piąt­kowe popo­łu­dnie, a ja muszę iść do biblio­teki po potrzebne mate­riały do wypra­co­wa­nia z elik­si­rów. Nie był to ciężki temat i spo­koj­nie zda­rzy­ła­bym napi­sać całą pracę w nie­dzielne popo­łu­dnie, ale jutro mam tre­ning, a nie­dzielę chcia­ła­bym spę­dzić na leniu­cho­wa­niu. Zaraz po lek­cjach poszłam do swo­jego domi­na­to­rium gdzie zmie­ni­łam swój mun­du­rek na nieco wygod­niej­sze rze­czy. Z torbą na ramie­niu opu­ści­łam swój pokój. Spraw­dza­jąc, czy aby na pewno zabra­łam ze sobą per­ga­min i atra­ment, weszłam do pokoju wspól­nego. Przy kominku sie­dzieli pią­to­roczni, zawzię­cie o czymś dys­ku­to­wali. Nato­miast na kana­pie sie­działy naj­więk­sze plot­kary z trze­ciego roku. Jak naj­szyb­ciej ruszy­łam w stronę kory­ta­rza, nie chcia­łam, żeby mnie zacze­piły. Wycho­dząc wpa­dłam na Mar­cusa Flint’a. Chło­pak grał w repre­zen­ta­cji Sly­the­rinu w Quid­dit­chu. Dopiero teraz mia­łam oka­zje się mu przyj­rzeć. Był dużo wyż­szy, miał rów­nież czarne włosy i wiel­kie zęby. Chło­pak zlu­stro­wał mnie od stóp aż po głowę. Byłam gotowa na jeden z jego uwag, lecz ku mojemu zdzi­wie­niu prze­pro­sił mnie i wszedł do pokoju głów­nego.
   

     Obej­rza­łam się za sie­bie i przez chwilę tak sta­łam, no tak jak mogłam zapo­mnieć. Musiał sobie przy­po­mnieć, że przy­jaź­nie się z Draco, tym samym chłop­cem, który ufun­do­wał nowy sprzęt dru­ży­nie. Ostatni raz obej­rza­łam się i wol­nym kro­kiem uda­łam się w stronę biblio­teki.
Będąc już, na kory­ta­rzu spo­strze­głam, że sporo uczniów prze­sia­duje na kamien­nych para­pe­tach. Nie dzi­wi­łam im się ani tro­chę, za oknem pogoda nie zachę­cała.
– Alex! – sły­sząc znany mi głos, zatrzy­małam się, już po chwili obok mnie sta­nął Fred. Rudzie­lec uśmiech­nął się i poka­zał mi swój per­ga­min. – Pew­nie idziesz do biblio­teki, prawda?
– Tak Fred­die. – odwza­jem­ni­łam uśmiech.
– Ja rów­nież, więc spę­dzisz popo­łu­dnie w dobo­ro­wym towa­rzy­stwie. – rzekł poważ­nie.

     Zaśmia­łam się i zaczę­łam iść w stronę wiel­kich drzwi. Fred otwo­rzył je i prze­pu­ścił nas. Rudzie­lec od razu ruszył w stronę ksiąg z działu wróż­biar­stwa, ja nato­miast zaczę­łam prze­glą­dać książki z elik­si­rów. Dwie wydały mi się odpo­wied­nie do tematu wypra­co­wa­nia. Z oka­zale wyglą­da­ją­cymi pod­ręcz­ni­kami pode­szłam do stołu. Usia­dłam, wyj­mu­jąc swoje rze­czy. Nie musia­łam długo cze­kać na poja­wie­nie się Freda, chło­pak poło­żył swoje rze­czy i usiadł naprze­ciwko mnie. Oparł się i prze­czy­tał pierw­sze strony wybra­nej książki.
Na per­ga­minie zapi­sa­łam może z trzy zda­nia, kiedy zauwa­ży­łam idą­cego brata Freda. Od razu pozna­łam Percy’ego, chło­pak ze zdu­mie­niem spo­glą­dał na nas. Pod­szedł i odchrząk­nął. Fred­die ode­rwał się od wcze­śniej­szego zaję­cia i spoj­rzał na brata.
– Kto Cię zmu­sił, żebyś tu przy­szedł? – mówił zdu­miony.
– Nie chcia­łem iść sam, a Alex szła, to się prze­mo­głem. – odparł.
– Nie­sa­mo­wite-rudzie­lec spoj­rzał na mnie-masz na niego dobry wpływ.
– Percy idź sobie, prze­szka­dzasz mi. – Fred wywró­cił teatral­nie oczami-A póź­niej kablu­jesz rodzi­com, że mam słabe oceny.
Percy wymam­ro­tał coś pod nosem i odszedł. Fred ze satys­fak­cją iż prze­go­nił star­szego brata, powró­cił do czy­ta­nia. Po dłuż­szej chwili zła­pał jed­nak za pióro i zaczął zapeł­niać per­ga­min dłu­gimi zda­niami. Uśmiech­nę­łam się pod nosem i rów­nież wró­ci­łam do wypra­co­wa­nia.
– Wymy­śli­łem Ci ksywę. – ode­zwał się nagle chło­pak, spoj­rza­łam na niego nie­pew­nie.
– Nie chce wie­dzieć.
– I tak powiem-uśmiech­nął się-Diva.
– Diva? – zapy­ta­łam z nie­do­wie­rza­niem.
– Diva. – potwier­dził.
– Czemu?
– Bo każdy Cię lubi-zaśmiał się – Her­miona mówiła, że tak czę­sto mówi się na mugol­skie pio­sen­karki.
– Nie wszy­scy mnie lubią Fred­die.
– Ja Cię lubię. – uśmiech­nął się sze­rzej, a ja zro­bi­łam się praw­do­po­dob­nie tak czer­wona, jak jego włosy.

     Nic mu nie odpo­wie­dzia­łam, tylko powró­ci­łam do zada­nia. Zakoń­czy­łam całą pracę wypi­su­jąc źró­dła skąd wzię­łam infor­ma­cję. Zegar na ścia­nie wska­zy­wał godzinę osiem­na­stą. Nie­sa­mo­wite całe wypra­co­wa­nie zro­bi­łam w nie­całe dwie godziny. Fred rów­nież skoń­czył, po krót­kiej roz­mo­wie odnie­śli­śmy książki na miej­sce. Po wyj­ściu z biblio­teki od razu uda­łam się w stronę domi­na­to­rium. Nie byłam głodna, więc od razu poło­ży­łam się do łóżka. Po szyb­kiej kapieli, opa­dłam na łóżko. Nie jestem pewna ile zajęło mi zaśnie­cie.

***

     Usia­dłam na brzegu łóżka. Zegar oznaj­mił mi, że pozo­stało mi pół godziny do tre­ningu. Z kufra wyję­łam strój. Poranne czyn­no­ści wyko­na­łam jak naj­szyb­ciej, wiem, jaki jest Draco, gdy każe mu się cze­kać. W eks­pre­so­wym tem­pie opu­ści­łam domi­na­to­rium i popra­wia­jąc koka weszłam do pokoju wspól­nego gdzie stał Draco. Chło­pak miał lekki uśmiech na twa­rzy, a w dło­niach trzy­mał dwie mio­tły. Kiedy byłam już wystar­cza­jąco bli­sko, podał mi jedną.
– Gotowa?
– Tak, miejmy to za sobą. – wymi­nę­łam go.

***

     Cała dru­żyna poru­szała się szybko na boisko. Pora­nek był chłodny, ale słońce zwia­sto­wało nie naj­gor­szą pogodę po połu­dniu. Szłam rów­nym kro­kiem z Mal­foyem i Flin­tem. Czu­łam się dość nie­pew­nie, byłam jedyną dziew­czyną w całej dru­ży­nie, co nie­zbyt mi się uśmie­chało. Po co ja w ogóle się zgo­dzi­łam? A no tak, Draco nie dałby mi spo­koju. Wesz­li­śmy na boisko, z dru­giego końca dostrze­głam Gry­fo­nów. Zasko­czona spoj­rza­łam na Draco, który przy­brał jeden ze swo­ich uśmiesz­ków. Od razu wyczu­łam, co się święci. Oli­ver Wood kapi­tan dru­żyny Gryf­fin­doru zmie­rzał w naszą stronę z iry­ta­cją wypi­saną na twa­rzy. Za nim szła rów­nież pod­de­ner­wo­wana dru­żyna.
– Co tu robi­cie? Dzi­siaj my mamy tu tre­ning. – Oli­ver zlu­stro­wał nas od stóp po głowę.
– Mamy zezwo­le­nie od Snape. – wyszcze­rzył się Mar­cus.
– Nam pozwo­liła pro­fe­sor McGo­na­gall. – za ple­cami kapi­tana dru­żyny dostrze­głam Her­mionę i Rona. Spo­glą­dali, w moją stronę cze­ka­jąc, aż się ode­zwę.
– Kiedy dosta­li­ście pozwo­le­nie na tre­ning? – zapy­ta­łam Oli­vera, który spoj­rzał na mnie.
– Dwa dni temu.
– Mar­cus a my kiedy? – spoj­rza­łam na ciem­no­wło­sego.
– Wczo­raj. – odparł ziry­to­wany.
– Więc po spra­wie. – kla­snę­łam w dło­nie- Dzi­siaj boisko należy do nich.
– Słu­cham? Nie dość, że z łaski Cię przy­ję­li­śmy to jesz­cze masz zamiar nami dyry­go­wać? – zaśmiał się, kątem oka zauwa­ży­łam jak Fred, pio­ru­nuje go wzro­kiem.
– Nie pro­si­łam się o to. – z uśmie­chem poda­łam mu mio­tłę. – Z chę­cią odejdę, życzę powo­dze­nia ze zna­le­zie­niem nowego szu­ka­ją­cego.
– Nie możesz tego zro­bić. – Śli­zgoni spoj­rzeli na mnie spod byka.
– A jed­nak. – uśmiech­nę­łam się w stronę dru­żyny domu lwa, któ­rzy wła­śnie powstrzy­my­wali śmiech. – Nie mogę się docze­kać, aż zoba­czę Was w akcji.
Na pię­cie odwró­ci­łam się i wsa­dza­jąc dło­nie do kie­szeni, ruszy­łam w stronę zamku.

piątek, 9 września 2016

Rozdział 9

Brak komentarzy:


Pociąg w końcu zatrzy­mał się. Gajowy cze­kał już z lampą na pierw­szo­rocz­nych woła­jąc ich naj­gło­śniej jak potra­fił. Wysia­dłam z pociągu i rozej­rza­łam się. Nie­da­leko stała Her­miona z nie­zbyt wesołą miną. Cie­kawe gdzie Harry i Ron? Nie dane było mi roz­my­śla­nie o tej dwójce bo tuż obok mnie sta­nął Draco z ponurą miną. Widocz­nie był czymś ura­zony. Przyj­rza­łam się gry­ma­sowi na jego twa­rzy i sta­ra­łam się nie zaśmiac. Chło­pak spoj­rzał na mnie i wska­zał na powozy. Miał zamiar się do mnie nie odzy­wać? Wyw­ró­ci­łam oczami i posłusz­nie pode­szłam do powozu. W środku sie­dział już Mal­foy i jego goryle. Obok pla­ty­no­wło­sego natych­mia­stowo zostało zjęte miej­sce przez Pansy. Widząc, że został mi mały skra­wek wol­nego miej­sca obok Goyla posmęt­nia­łam.
Czu­jąc dłoń na ramie­niu, odwró­ci­łam się i zoba­czy­łam burzę rudych loków. Usmiech­nę­łam się ser­decz­nie i przy­tu­li­łam Tatianę, którą nie widzia­łam przez całe dwa mie­siące. Dziew­czyna spoj­rzała z nie­chę­cia na Mal­foya, który z dumą spo­glą­dał przed sie­bię. Jej wzrok następ­nie spo­czął na mnie. Kiw­nęła głową w stronę dru­giego powozu. Sie­dzieli tam bliź­niacy, Lee Jor­dan i blon­dynka, którą koja­rzy­lam ze szkoły. Uśmiech­nę­łam się do rudo­wło­sej i spoj­rza­łam na Draco.
– Usiąde z Tatianą ok? – spoj­rza­łam na chło­paka, który tylko mach­nął ręką.
– No jasne idź. – odparł sar­ka­stycz­nie, a ja nie chcąc wni­kac dalej naj­zwy­czaj­nie w świe­cie poszła z Tatianą.
Kiedy tylko usia­dłam z Tatianą obok blon­dynki Fred i George zaczęli snuc teo­rie spi­skowe. Uwa­żali bowiem, że teraz mogą znik­nąc gdyż odbie­rają przy­ja­ciółkę samego Mal­foya. Słu­cha­jąc tego co chwile wybu­cha­łam śmie­chem. Kiedy skoń­czył im się wątek posta­no­wili przed­sta­wic mi dziew­czynę sie­dzącą obok. Miała białe włosy i dzi­waczne oku­lary.
– Alex poznaj to Luna Love­good -Fred uśmiech­nął się w stronę dziew­czyny.
– Jest w moim domu. dodała Tatiana z uśmie­chem.
– Miło mi Cię poznać, Luno. – spoj­rza­łam na dziew­czynę, która odło­żyła maga­zyn o nie­zna­nych cza­ro­dzie­jom stwo­rach.
– Mi także, Alex. – powie­działa swoim miłym gło­sem.
– Dobra skoro każdy już się zna to …– Geogrge spoj­rzał na swo­jego brata, który zaraz dokoń­czył jego myśl.
– Widział ktoś Harry’ego i Rona?– Fred spoj­rzał poważ­nie na nas, a ja tylko spoj­rza­łam na jadące za nami powozy. Nig­dzie nie widziała rudej czu­pryny Rona i  Harry’ego.
Znik­nęli jak kamień w wodzie. Spoj­rza­łam na bliź­nia­ków i pokrę­ci­łam głową na „nie”. Fred i George widocz­nie byli zanie­po­ko­jeni znik­nię­ciem brata i jego przy­ja­ciela. Nie dzi­wi­łam im się, mieli dobre rela­cje cho­ciaż zda­rzało im się wyciąc nie raz mu kawał. Tatiana chcąc roz­luź­nic atmos­ferę opo­wie­działa o swo­ich waka­cjach i pro­ble­mach z rodzeń­stwem. Widocz­nie musiało to roz­ba­wic rudziel­ców, bo zapo­mnieli o zmar­twie­niach i śmiali się razem z nami.
– Wiesz co Alex?– nagle ode­zwała się Luna, spoj­rza­łam pyta­jąco na nią, a ta dokoń­czyła myśl.– Cza­sami przy­glą­da­łam się Tobie na prze­rwach. Uwa­żam, ze Ty i Harry jeste­ście do sie­bie podobni.
– Ty też to zauwa­ży­łaś?– Tatiana dołą­czyła się do dys­ku­sji. Ja tylko spoj­rza­łam na nie z podnie­sioną brwią.
– Chce­cie mi powie­dziec, że wyglą­dam jak dwu­na­sto­letni chło­piec?– po tych sło­wach Fred zaśmiał się, a George tylko scho­wał twarz w dło­niach.
– Cho­dzi o to, że…– roz­po­częła Tatiana – Cza­sami patrząc na Was można pomy­ślec, ze jeste­ście rodziną.
– Tak, oboje macie czarne włosy, podobny uśmiech…– wyli­czał Geogre.
– Dwie nogi, parę rąk, oczy, nos…– doda­wał Fred.
– Rozu­miem. – zamy­śli­łam się.
Przez resztę drogi, aż do łódek nikt się nie ode­zwał. Wła­ści­wie cisza pano­wała, aż do dotar­cia do wiel­kiej sali. Nur­to­wało mnie dla­czego myśleli, że jestem podobna do Harry’ego. Jest moż­li­wośc, że jest jakąś moją daleką rodziną, ale Snape by mi o tym powie­dział, prawda? Albus Dum­ble­dore wygła­szał coroczną prze­mowę, patrząc co chwilę na każ­dego z uczniów. Jego wzrok zazwy­czaj lądo­wał na psot­nych bliź­nia­kach. Poło­ży­łam dło­nie na stole i swój wzrok przy­ku­łam na obra­żo­nej twa­rzy Draco.
– Jesteś zły?– zapy­ta­łam, a chło­pak tylko spoj­rzał na mnie.
– Tak.– krótka odpo­wiedz spra­wiła, że uśmiech­nę­łam się. Pal­cem dźgnę­łam go w bio­dro.Draco spoj­rzał na mnie i nie mógł powstrzy­mac uśmie­chu.
– Nie gnie­waj się. – zaśmia­łam się.
– Ostatni raz Ci wyba­czam.– odparł poważ­nie.
– Draco czy ja Ci przy­po­mi­nam Pot­tera?– po tym pyta­niu podniósł brew do góry.
– Oczy­wi­ście że nie! Skąd Ci w ogole przy­szło to do głowy?– jego obu­rze­nie można było wyczuc na kilo­metr.
– Nie wiem.– skła­ma­łam i spoj­rza­łam na potrawy, które wła­śnie się poja­wiły.– Ostat­nio ktoś mi powie­dział, że wyglą­damy jak rodzeń­stwo i zaczy­nam w to wie­rzyc.
– Nie żar­tuj sobie nawet. Nie jeste­ście ani tro­chę podobni do sie­bie.– prze­ko­ny­wał mnie, w tym samym cza­sie nakła­da­jąc sobie pierś z kur­czaka na talerz.
Nic juz mu nie odpowie­działam tylko spoj­rza­łam na stół Gryf­fin­doru. Nadal ni­gdzie nie było Harry’ego i Rona, dodat­kowo po przy­dziale znik­nęła pro­fe­sor Mcgo­na­gall

***
Pierw­szy dzień szkoły zawsze jest ciężki. Po dwóch dłu­gich mie­sią­cach waka­cji, wsta­wa­nie o szó­stej trzy­dzie­ści wydaję się nie­moż­liwe. Cóż musia­łam tego doko­nać. Poranne czyn­no­ści wycho­dziły mi wyjąt­kowo ocię­żale. Umyta i ubrana, z łóżka zabra­łam swoją torbę. Przerzu­ciłam ja przez ramię i chwilę póź­niej prze­cho­dzi­łam przez pokój wspólny. Zau­wa­ży­łam jak Draco roz­ma­wia z aktu­al­nym kapi­ta­nem dru­żyny sli­zgo­nów. Z każ­dym sło­wem Mal­foya, pią­to­kla­si­sta uśmie­chał się sze­rzej. Nie cze­ka­łam na chło­paka szybko wyszłam na kory­tarz. Kilka chło­pa­ków z ostat­niego roku o mało nie wepchali mnie na ścianę, wybie­ga­jąc z pokoju wspól­nego. 
Nie zwró­cili na mnie naj­mniej­szej uwagi, i ruszyli bie­giem w stronę jadalni. Uczy­ni­łam to samo. Szyb­kim kro­kiem, prze­mie­rza­łam lochy. Na szczę­ście droga nie zajęła mi wiele czasu. Kiedy tylko zna­la­złam się na kory­tarzu, w oczy rzu­ciła mi sie ruda czu­pryna. Ron stał obok Harry’ego, a nie­da­leko krę­cili się bliź­niacy. Mia­łam ochotę wypy­tać Pot­tera, czemu nie był wczo­raj na kola­cji jed­nak czu­łam, że to nie­od­po­wied­nia chwila. Westch­nę­łam cicho, a zaraz po tym poczu­łam dłoń na ramie­niu. Po mojej lewej stro­nie stał Draco z wiel­kim uśmie­chem. – Zała­twi­łem nam miej­sce w dru­ży­nie! – mówił z eks­cy­ta­cją, ja tylko otwo­rzy­łam sze­rzej oczy. – Żar­tu­jesz sobie, prawda? – mia­łam nadzieję, że przy­ja­ciel przy­zna mi rację. – Nie, opo­wie­dzia­łem chło­pa­kom o naszych zdol­no­ściach – wypiął dum­nie pierś – Dodat­kowo mój ojciec chce kupić nam nowy sprzęt. – Bez urazy, ale ja się nie nadaję. – Ty? Dobre żarty, śmi­gasz na mio­tle jakby rzu­cali czymś w Cie­bie – zaśmiał się. – Boję się zapy­tać na jakiej pozy­cji. – minę­łam go i ruszy­łam w stronę wiel­kiej sali, – Jak to jakiej! – pod­biegł do mnie – Będziesz szu­ka­jącą. Spoj­rza­łam na bia­ło­wło­sego, który widocz­nie miał nie­zły ubaw. Jed­nak widząc moje spoj­rze­nie, uśmiech odrazu mu zszedł z twa­rzy. Wła­śnie tak minął nam pierw­szy dzień w szkole. Na lek­cjach z uwagą słu­cha­łam nauczy­cieli, a na prze­rwach uni­ka­łam Mal­foya. Jestem jed­nak, zbyt pobłaż­liwa. Draco po raz kolejny pod­czas kola­cji bła­gał mnie, abym się zgo­dziła. – Cho­ciaż w tym sezo­nie! – odło­ży­łam wide­lec – Jak Ci się nie spodoba to zre­zy­gnu­jesz. – No niech Ci będzie. – wes­tchnę­łam. – Wie­dzia­łem, ze się zgo­dzisz! – wstał od stołu i z uśmie­chem oznaj­mił – W sobotę o siód­mej mamy tre­ning, nie spóź­nij się! Po tych sło­wach szybko opu­ścił pomiesz­cze­nie. Ja nato­miast pio­ru­no­wa­łam go wzro­kiem, aż nie znik­nął mi z pola widze­nia.


wtorek, 12 lipca 2016

Ogłoszenie

1 komentarz:
Z powodu spraw rodzinnych rozdziały pojawia sie później niż planowałam. Możliwe, że do blogowania wrócę jesienią . Pozdrawiam Ola Mirosia.

sobota, 18 czerwca 2016

Rozdział 8

Brak komentarzy:
Postanowiłam dodać rozdział, żeby nie zostawiać was tak bez niczego :D

     Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Kącik moich ust uniósł się ku górze. Była siódma rano, szybko wstałam z łóżka. Zabrałam ubrania przygotowane wcześniej i weszłam do łazienki. Pomimo iż cieszyłam się powrotem do szkoły, nie wyspałam się. Pół nocy nie mogłam się doczekać, aż spotkam starych znajomych. Spojrzałam na odbicie w lustrze, Taa, obraz nędzy i rozpaczy. Przemyłam twarz zimną wodą, żeby choć trochę się rozbudzić. Wytarłam twarz i nałożyłam jakiś krem. Szybko ubrałam się i uczesałam. Wyszłam z łazienki już żywszym krokiem. Zauważyłam brak mojego kufra. Widocznie Happy już po nie przyszedł. Zeszłam po schodach do jadalni. Nie było w niej nikogo. Pewnie Snape już jest w szkole. Usiadłam przy stole, czekając na śniadanie. Po dłuższej chwili do środka wszedł znany mi stwór. Happy położył przede mną talerz i odszedł. Spojrzałam na naleśniki, wyglądały zachęcająco. Szybko je zjadłam. Spojrzałam na zegar już po dziesiątej powinnam się pospieszyć. Wyszłam z jadalni i w korytarzu wyminęłam innego stwora. Szybkim krokiem weszłam po schodach. Na biurku leżała moja torba. Zarzuciłam ją na ramie i przed wyjściem wrzuciłam do niej książkę autorstwa czarownicy Hailey Beal. Byłam dopiero w połowie lektury. Historia była banalna. Dwójka magicznych osób poznaje się w kawiarence. Od razu zaczynają coś do siebie coś czuć, ale pochodzenie Charliego uniemożliwiało rozwinięcie się tej znajomości. Był on czarodziejem czystej krwi, ale z biednej rodziny natomiast Jade była arystokratką. Byłam ciekawa czy może jednak postanowią być razem, nie patrząc na pochodzenie. Wróć, powinnam już wychodzić. Wyszłam z pokoju, prawie upadając. Niczym burza zbiegłam po schodach.
- Długo miałem czekać?-zapytał Happy.
- Wybacz, zapomniałam swojej torby.- uśmiechnęłam się, a Happy tylko wywrócił oczami. Podeszłam do swojego wózka na, którym był już mój kufer i klatka z sową. Spojrzałam na Happy'ego. Pstryknął swoimi długimi wstrętnymi palcami. Nie lubiłam teleportacji. Zawsze czułam przy niej nudności. Zamknęłam oczy.     Dopiero słysząc szum rozmów, otworzyłam je. Rozejrzałam się, stworka już nie było. To było do przewidzenia. Popchnęłam wózek i ruszyłam w stronę peronu 9 i 3/4. Ludzie nie zwracali większej na mnie uwagi, co mi odpowiadało. Bo jakbym wytłumaczyła, po co mi sowa? Albo gdzie są moi rodzice? Wie pani śpieszę się na pociąg do szkoły dla czarodziei, uczy tam mój ojciec. Ta sowa? Jakoś przecież muszę kontaktować się ze światem zewnętrznym. Tak, od razu by wsadzili mnie w kaftan.
Wymijałam ludzi, którzy widocznie spieszyli się do pracy. Widząc swój peron zauważyłam znanych mi uczniów. Podeszłam bliżej i od razu zostałam powitana przez bliźniaków Weasley.
- Witaj Alex!- George obrócił się w moją stronę.
- Witaj George.- uśmiechnęłam się.- Dzień dobry. - spojrzałam na państwo Weasley.
- Witaj słoneczko, ty musisz być tą dziewczyną, o której wciąż mówi Fred i George.- kobieta o rudych włosach uśmiechnęła się.
- Mamo przestań.- George zaczerwienił się, spuszczając głowę, Fred również nie był lepszy. Zrobił się bardziej czerwony niż jego włosy, a to już jest wyczyn.
- Molly nie zawstydzaj ich.- pan Weasley zaśmiał się.
- No nic dzieciaki śpieszmy się! Zaraz jedenasta.- Molly pogoniła nas.- Gdzie Ron i Harry?- rozejrzała się.
- Tam biegną.- odezwał się Percy.- Nie martw się mamo zdąża.
- Masz rację, no chodźmy.- całe nasze towarzystwo przeszło przez ścianę. Widząc znany mi pociąg uśmiechnęłam się.
- Chodź pomożemy ci.- Fred uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam to. Bliźniaki wtaszczyli mój kufer, a ja wzięłam klatkę z moją sową.
-Dzięki, za pomoc.- powiedziałam, wchodząc do środka.
-Nie ma za co. - George zaczął iść w stronę przedziału, w którym pewnie jest Lee Jordan.
- W zamian z nami usiądziesz!- Fred zarzucił mi rękę na ramie.
- No nie wiem, co powiedzą wasi znajomi z Gryffindoru? Nie będą źli, że zadajecie się z dziewczyną, ze Slytherinu? -uśmiechnęłam się szeroko.
- Źli? Proszę cię. Będą mnie błagać o autografy.-poprawił włosy.- Stanę się legendą.
- Niech ci będzie. - zaśmiałam się.
    Chłopak widocznie uradowany zaprowadził mnie do przedziału, w którym George i Lee Jordan już zacięcie o czymś dyskutowali. Położyłam klatke z sową na podłodze, a sama rozsiadłam się na siedzeniu przy oknie. Fred usiadł obok mnie i przyłączył się do rozmowy Lee i Georga. Postanowiłam im nie przeszkadzać, więc wyjęłam swoją książkę. Chłopaki byli tak sobą zajęci, że nawet tego nie zauważyli. Czytając, i tak słyszałam tematy ich rozmów. Czasami powstrzymywałam się, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Przewróciłam kartkę i zaczęłam czytać kolejne zdanie, kiedy poczułam na sobie wzrok Freda. Starałam się je ignorować, ale było to dość trudne.
- Coś nie tak?- spojrzałam na rudzielca, co wywołało u niego uśmiech.
- Tak, zwróć na mnie uwagę, a nie siedzisz nosem w tej książce. Uwierz będziesz mieć jeszcze sporo do czytania w tym roku.- powiedział.
- Wybacz Freddie, bardzo chce dzisiaj skończyć tą książkę.- powiedziałam powracając do lektury.
- Freddie? Już na takim poziomie jesteśmy?-uśmiechnął się- Jak będę mieć czas też ci wymyślę jakąś słodką ksywkę.- spojrzałam na chłopaka śmiejąc się.- Co ty tam w ogóle czytasz?-zapytał, wyrywając mi książkę, spojrzał na okładkę i od razu westchnął.- Nie mów, że ty też to czytasz. Moja mama pożyczyła to kiedyś od znajomej. Przeczytałem dwa pierwsze rozdziały, a mój mózg jakby zaginął.
- To nie przez książkę.- odezwał się George.
- Zamknij się!-Fred spojrzał na brata, a ten uśmiechnął się.- No nic powracając do tej książki. Uważam, że marnujesz czas. Jeśli chcesz już marnować czas to marnuj go ze mną. - powiedział.
- Chce wiedzieć jak się skończy. -próbowałam odzyskać swoją własność.
- Ten jak on miał, Billy? Tak,  ten przyjaciel Charliego zabije ich, a na końcu siebie.- powiedział to, kiedy udało mi się wyrwać mu książkę. Spojrzałam na niego spod byka, a Lee i George wybuchli śmiechem. Wypuściłam powietrze z ust i położyłam książkę na stoliku.
- No dobrze to, co tak właściwie mam z tobą robić?- spojrzałam na niego.
- Nie wiem, chciałem, żebyś na mnie zwróciła uwagę. -zaśmiał się, a ja myślałam, że go zabije.


poniedziałek, 6 czerwca 2016

Urlop!

Brak komentarzy:
A więc panie i panowie nadszedł ten smutny dzień. Ide na urlop XD . Będzie on trwał od 6 czerwca 2016r. do 6 sierpnia 2016r. Nie martwcie się. Mam kilka rozdziałów więc podczas przerwy na pewno jeszcze będę pisac. Ten czas urlopu nie będzie obejmował mojego nowego cud, miód, malinka bloga, a mianowicie : Queen of hearts    Do zobaczenia w sierpniu!

sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 7

Brak komentarzy:
    
      Wakacje okazały się tym, czego najbardziej potrzebowałam. Udało mi się odpocząć od ciągłego uczenia się nowych zaklęć i formułek. Oczywiście dla pewności czasami przypominałam sobie te trudniejsze, aby nie zapomnieć ich. Lipiec spędziłam u Malfoy'ów. Wraz z Draco rozmailiśmy na temat drużyny Quidditch'a. Chłopak postanowił dołączyć do drużyny. Nie wahał się nawet chwili, na jakiej pozycji chciałby grać. Od razu zdecydował, że będzie szukającym ślizgonów. Sama myślałam czy nie spróbować swoich sił. Niestety w naszej drużynie nie ma żadnej dziewczyny i czułabym się dziwnie. Podczas pobytu również spędziłam czas z panią Narcyzą. Zawsze traktowała mnie jak córkę, sam pan Lucjusz był dla mnie miły. Po miesiącu spędzonym w dworze, który był wyjątkowo mroczny wróciłam do domu. Ojciec chodził naburmuszony zgaduję, że znowu nie został nauczycielem obrony przed czarną magią. Zawsze go ciągnęło do tej posady, niestety nigdy nie udało mu się zostać nauczycielem tego przedmiotu. Dzisiejszego dnia również chodził nie zbyt zadowolony, postanowiłam nie wchodzić mu w drogę, dopóki nie przejdzie mu.Weszłam do jadalni gdzie na długim stole leżał już talerz pełen naleśników. Z kuchni wyszedł mały stwor o imieniu Happy. Zawsze uważałam, że to imie mu nie pasuje. Był gburowaty i sarkastyczny, ale musiał służyć mojej małej rodzince.Był tu odkąd pamiętam. Spojrzał w moją stronę i burknął coś pod nosem. Wywróciłam oczami i podeszłam do okna. Otworzyłam je na oścież. Zaraz po tym podeszłam do stołu i siadłam na krześle. Zabrałam się do jedzenia naleśników. Kiedy tylko skończyłam odsunęłam talerz, a przez otwarte okno wleciała moja sowa. Zrzuciła na pusty już talerz dwa listy. Pierwszy, który otworzyłam był w czerwonej kopercie. Od razu odgadłam, że to list od Tatiany. Rozwinęłam kartkę i zaczęłam czytać wiadomość:


Witaj Alex!
Wybacz, że dopiero pod sam koniec wakacji do Ciebie piszę. Miałam wiele do załatwienia.
Przez cały ten czas byłam na wakacjach w Turcji, ojciec uznał, że będzie to edukacyjna
wyprawa. Mylił się jak nigdy. Mój młodszy brat Ivan o mało nie wygadał jakiemuś
mogolskiemu dziecku o świecie magii.
Nigdy nie widziałam tak wściekłych rodziców. Dmitrij okazał się trochę
bardziej poważny i tylko marudził, czemu to on musi pilnować Ivana.
No nic, a co u Ciebie? Odpisz mi jak najszybciej.
Pozdrowienia Tatiana.

Uśmiechnęłam się pod nosem i odłożyłam list do koperty. Odpiszę jej wieczorem. Spojrzałam na drugi list. Od razu poznałam pieczęć z Hogwartu. Otworzyłam go i szybko przeczytałam. Była to zwykła informacja o tym, że jak poprzednio mam udać się na stację King's Cross. Do listu dołączoną listę podręczników. Połowa była autorstwa Gilderoya Lockharta. Pewnie będzie nas uczyć czarownica, która się w nim podkochuje. Mój monolog przerwało wejście kogoś do pomieszczenia. Podniosłam wzrok i zauważyłam mojego ojca.
-Przyszła lista podręczników.-powiedziałam podając mu kartkę, mężczyzna chwilę ja przestudiował.
-Dobrze się składa, akurat muszę się dzisiaj udać na ulicę pokątną.-powiedział oddając mi kartkę.-Chodź im szybciej to załatwimy, tym lepiej.
Wstałam z krzesła i udałam się za mistrzem eliksirów. Widocznie postanowił udać się na Pokątną poprzez proszek Fiuu. Stanęłam tuż obok mężczyzny. Do ręki nabrał trochę proszku i rzucił nim, mówiąc:
-Na Pokątną.
Nie lubiłam tego sposobu przemieszczania. Czułam jak żołądek wywija rozmaite piruety w brzuchu, a szumienie które słyszałam było nie do wytrzymania.Czując grunt pod nogami otworzyłam oczy. Ruch dzisiejszego dnia był ogromny, poprawiłam swój sweter. Nie zauważyłam, nawet kiedy przed nami pojawił się Lucjusz i Draco.
-Dzień dobry.-przywitałam się.
-Witaj dziecko.- odparł - Severusie.
-Witaj Lucjuszu.-mężczyzna spojrzał na mnie — Alex idź z Draco do księgarni Esy i Floresy. Znajdźcie wszystkie podręczniki, a my zaraz do was dołączymy.
Kiwnęłam, głową i wraz z białowłosym udaliśmy się do księgarni. Droga nie zajęła nam wiele czasu. Okazało się, że w owej księgarni swoje dzieła miał podpisywać sam Gilderoy Lockhart. Nie byłam jego fanką, przeczytałam jedną z jego książek i nie zbyt mnie urzekła. Była niczym bajka dla dzieci. Wyminęłam tłum kobiet po trzydziestce i nie tylko. Za mną szedł Draco. Weszliśmy po schodach i od razu zaczęłam szukać odpowiednich podręczników.
-Jak myślisz, w tym roku wygramy Puchar Domów?-zapytał nagle Draco.
-Wątpię, Harry i Hermiona są pupilkami większości nauczycieli.-powiedziałam. Lubiłam Harry'ego, ale Hermiona działała na mnie jak płachta na byka.
-Tak, słynny Potter i szlama Granger, a dodatkowo biedny Weasley.-fuknął pod nosem.
-Nie przejmuj się, jeśli dołączysz do drużyny może uzyskamy punkty.-po tych słowach chłopak uśmiechnął się w moją stronę.
-To jest oczywiste.-odparł i podszedł do barierki, przyjrzałam się mu. W pewnym momencie na jego twarzy pojawił się grymas.-Chodź.
Rzucił przez ramie a ja odłożyłam książkę o wilkołakach.Draco szybko zszedł po schodach i spojrzał w stronę biurka, przy którym stal Gilderoy i Harry. Obok nich skakał mężczyzna z Proroka Codziennego robiąc zdjęcia. Kiedy tylko skończył Harry odszedł od blondyna z wszystkimi tonami jego książek. Oddal je rudej pulchnej kobiecie i zmierzał ku wyjściu.
-Co słynny Potter będzie na pierwszej stronie?-zapytał Draco z cynicznym uśmiechem.
-Zostaw go!-obok niego zaraz stanęła ruda dziewczyna, natomiast po kilku sekundach zjawił się Ron wraz z Hermioną.
-Co Potter znalazłeś dziewczynę?-zaśmiał się.
-Zamknij się Malfoy.-Hermiona zacisnęła usta w cienką linię.
-Draco co tu się dzieje?-Obok syna stanął Lucjusz. Spojrzał z wyższością na Pottera, Grenger i Weasleya.
-Lucjuszu — za Ronem stanął również rudy mężczyzna.
-Arturze.-odparł — Słyszałem, że ostatnio masz sporo zleceń. Myślałem, że zapłacą ci odpowiednio, ale widząc stan książek twoich dzieci wątpię, czy w ogóle ci zapłacili.
Mężczyzna spojrzał na pana Malfoya z oburzeniem. Widać było, że był człowiekiem prostym i nie potrzebował dużo. Zrobił krok do przodu, w porę tuż po jego bokach stanęli Fred i George.
-Co Weasley, chyba nie chciałeś mnie pobić?-zaśmiał się Lucjusz.-Przypominam ci, że tu jest mój syn i Aleksandra. Są dobrze wychowani i wiedzą jak panować nad emocjami. Skoro ta banda uczy się od ciebie załatwiać problemy, już się boje tego, co z nich wyrośnie.
Mężczyzna odszedł, a Draco powędrował za nim z triumfalnym uśmiechem. Spojrzałam na pana Weasleya, który spojrzał na swoje dzieci jakby chciał przeprosić za zaistniałą sytuację.
-Przepraszam za to, co się stało. - powiedziałam zmieszana i wyszłam ze sklepu.


 PS. Witam jestem Avastra przez pewien czas będę dodawać posty za główną autorkę. Niestety jej komputer jest w naprawię lecz postaram się przepisać jej rozdziały :)

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 6 3/3

2 komentarze:

A jednak jestem XD.Nie miałam serca zawieszać i powróciłam.

      Byłam właśnie na ostatnim egzaminie. Pytania na temat historii magii były zaskakująco łatwe. Spojrzałam w stronę Draco, który widocznie również skończył swój test. Widocznie wyczuł moje spojrzenie, bo zerknął w moją stronę. Uśmiechnęłam się, a on to odwzajemnił. Egzaminator oznajmił zakończenie egzaminu. Zabrano nam pergaminy. Wstałam z krzesła.
-Łatwo było prawda?-spojrzałam na Malfoya.
-Tak.-uśmiechnęłam się a koło nas przeszła Hermiona.-Muszę iść.
Powiedziałam i odeszłam od zdziwionego blondyna. Mam ochotę wyjaśnić z Hermioną kilka spraw. Wiem, że za mną nie przepada, ale nie rozumiem tego. Chciałam tylko zakopać topór wojenny.
-Hermiona.-zawołałam dziewczynę, gdy byliśmy na dziedzińcu. Brunetka odwróciła się w moją stronę i poniosła brew o góry.
-Coś się stało?- zapytała.
-Chciałam porozmawiać.-uśmiechnęłam się.
-My? Wybacz, ale nie mamy o czym.-powiedziała.
-Chciałam tylko zapytać co ci zrobiłam, że tak mnie nie lubisz.-powiedziałam, kiedy chciała odejść.
- Ja cię nie lubię ? Coś ci się wydaje. - powiedziała szorstko
-No wiesz, zawsze jak podejdę to odchodzisz, więc myślałam ...-zaczęłam.
- Kto by pomyślał ty myślisz poczekaj zapiszę sobie to bo rzadko ci się to zdarza.-powiedziała.
- Słucham? Nie sądziłam, że potrafisz być taka arogancka.-skrzyżowałam ręce na piersi.
- Arogancka? Chyba nawet nie wiesz co to słowo oznacza. Myślisz, że skoro jesteś czystej krwi i masz swojego tatusia w gronie pedagogicznym to wszystko możesz? Mylisz się. Jesteś nic niewartą rozpieszczoną dziewuchą. Niedobrze mi na twój widok kleisz się do wszystkich jak jakaś przyssawka.-wykrzyczała i odeszła. Stałam na środku, czując wzrok zgromadzonych uczniów. Odwróciłam się i zobaczyłam Harry'ego z Ronem. Bliznowaty chciał coś powiedzieć, ale tylko wyminęłam go i zaczęłam iść w stronę toalety.Czułam jak zaraz wybuchnę. Mijałam roześmianych uczniów, którzy nawet mnie nie zauważali. Spuściłam głowę, przyspieszyłam. Zatrzymałam się, dopiero kiedy na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę i zobaczyłam Draco.
-Wybacz.-powiedziałam.
-Słyszałem co się stało.-powiedział wsadzając dłonie do kieszeni.
-Więc już wszyscy wiedzą?-westchnęłam.
-No można tak powiedzieć.-zaśmiał się-Nie przejmuj się tą szlamą. Zazdrości ci tylko.
-Niby czego?-zdziwiłam się.
Jak to czego?-powiedział zdziwiony.-Jesteś inteligentna, zabawna, lubiana i o wiele ładniejsza niż ona.-zaśmiał się a ja zrobiłam się czerwona.
-Dziękuję,zawsze wiedziałeś jak mnie pocieszyć.-stwierdziłam.
- Przysięgam ci, że ta szlama zapłaci za to co zrobiła już moja w tym sprawa.... - syknął
-Nie musisz.-spojrzałam na niego.
- Ale mogę. - uśmiechnął się. - Tylko ty też musisz mi w tym pomóc
-To nie jest dobry pomysł.Nie jestem mściwa.
- Spokojnie to nie będzie nic złego-odparł.
-No dobrze.-westchnęłam cicho-Jak ci pomóc?
- Masz być twarda nie możesz jej pokazać, że przejęłaś się słowami tej szlamy.
-Nie przejęłam się jej słowami.
- Więc czemu płaczesz? - miał racje
-Sama nie wiem.-rękawem wytarłam swoje oczy.
- Choć idziemy coś przekąsić.
Uśmiechnął się szeroko i położył mi dłoń na ramieniu.Odwzajemniłam uśmiech i oboje udaliśmy się do wielkiej sali na obiad.
                                                   ***
Dzisiaj był ostatni dzień roku szkolnego. Podczas uczty pożegnalnej miał być wyłoniony dom, który zdobył najwięcej punktów i dostanie w nagrodę puchar domów. Jak co roku na prowadzeniu był Slytherin. Kiedy dyrektor ogłosił,że znowu dom węża wygrał Ślizgoni zrobili wrzawę , którą nie da się opisać.Sama byłam zadowolona.Spojrzałam na Malfoya,który przyglądał się Potterowi z triumfalnym uśmiechem na twarzy.
- Tak, tak, dobrze się spisaliście, Ślizgoni – rzekł dyrektor. – Trzeba jednak wziąć pod uwagę ostatnie wydarzenia.
Zapadła cisza.Wszyscy wpatrywali się w jeden punkt,a był nim mężczyzna.Bałam się,że nasza ciężką praca zostanie zlekceważona.                               
I,miałam rację.Profesor Dumbledore przyznał dodatkowe punkty Ronowi, Hermionie, Harry’emu oraz Neville’owi, dzięki czemu wyprzedzili nas i wygrali . Nie mogłam w to uwierzyć, miałam nadzieję, że to  był sen.
-To chyba jakiś żart.-powiedziałam zaciskając dłoń w pięść.-Punkty za bycie dobrym przyjacielem?Ten starzec postradał już całkowicie zmysły.-powiedziałam a Malfoy uśmiechnął się w moją stronę.
- Jestem z ciebie dumny właśnie tymi słowami udowodniłaś, że jesteś prawdziwą Ślizgonką.
-No proszę cię, rozumiem.Harry pokonał Sam-Wiesz-Kogo, ale Hermiona za co dostało punkty? Nie zgadzam się na to. Jeżeli tak wygląda sprawiedliwe grono nauczycielskie to ja dziękuję.
- Jeszcze się odegramy.
Dokończyliśmy posiłki i każdy udał się po swoje rzeczy.Kufry zostały przeniesione wcześniej.W pokoju wspólnym siedzieli już starsi uczniowie.Rozmawiali o swoich planach na lato.Z Pansy udałyśmy się do mojego dominatorium. Na łóżku zostawiłam sukienkę,którą ubrałam.Na ramiona zarzuciłam sweter.Chwile jeszcze przyjrzałam się miejscu a zaraz później wyszliśmy.Przed wyjściem z lochów stał Snape. Podeszłam do niego a on lekko się uśmiechnął.
-Jestem zadowolony z twoich wyników.-powiedział.
-Starałam się najlepiej jak umiałam.-uśmiechnęłam się.
-Państwo Malfoy mają zabrać ciebie i Draco do ich domu.-mówił.-W sierpniu zabiorę cię i spędzimy czas razem.-powiedział.
-Dobrze-spojrzałam na odchodzącego mężczyznę.-Kocham cię tato.
-Ja ciebie też Alex.-odwrócił się.
Wraz z Draco,który cały czas stał obok zaczeliśmy iść w stronę ekspresu Hogwart.Już z daleka można było zobaczyć Hagrida rozmawiającego ze złotą trójką.Poczułam dłoń na ramieniu i się odwróciłam.Przede mną stała rudowłosa dziewczyna.
-Hej Tatiana.-powiedziałam ściskając dziewczynę.-Draco zajmiesz nam miejsce?-zapytałam, a chłopak tylko kiwnął głowa i wszedł do pociągu.
- Mam nadzieje, że zdałaś? Bo jak nie to kogo będę męczyć w następnym roku?
-Jasne,że zdałam.-zaśmiałam się-Ale nie rozmawiajmy o szkole.Powiedz jak bedziesz spędzać wakacje?Ostatnio nie miałyśmi kiedy rozmawiać.
- Dawno nie widziałam swoich braci, szczególe najmłodszego. Zostało mu kilka lat zanim pójdzie do Hogwartu ale i tak chce go postraszyć, że jest tu okropnie.
-Masz rodzeństwo? Nigdy nie wspominałaś.-spojrzałam na nią.
- Bo nie ma o czym wspominać, są bezmózgowcami. Młody nadal bawi się jakimiś lalkami, a straszy tylko robi sobie "klatę". Nie mam nawet z kim pogadać w domu nawet z rodzicami.
-Zawsze chciałam mieć rodzeństwo.-zaśmiałam się-Nie ubolewam jednak nad tym,że jestem jedynaczką.
Hagrid nakazał wchodzić do pociągu.Spojrzałam na dziewczyne przytuliłyśmy się i weszłyśmy do pociągu.Tatiana weszła do przedziału w którym siedziała Luna a ja zaczęłam szukać Draco.
-Siadaj z nami.-usłyszałam głos za sobą.Obróciłam sie i zobaczyłam Freda.Przez otwarte drzwi ujrzałam Hermione.
-Nie jestem tam mile widziana.-uśmiechnęłam się-Do zobaczenia po wakacjach.




sobota, 5 marca 2016

Rozdział 6 część 2/3

5 komentarzy:

30 kwietnia

     Mój pierwszy rok w szkole Magii i Czarodziejstwa upływa zaskakująco szybko. Niedawno było Boże Narodzenie, a już zaczyna się maj. Przez ten czas zdobyłam sympatię wielu uczniów z mojego roku. Zaprzyjaźniłam się nawet z Harrym. Jego rudy przyjaciel Ron także mnie polubił, natomiast Hermiona albo wychodziła, gdy ja się pojawiałam, albo kompletnie mnie ignorowała. Nasze relacje ograniczały się do wymieniania półsłówek i to sporadycznie. Czasem zdarzało nam się porozmawiać i wtedy zwykle myślałam, że już nie będziemy się traktować jak powietrze, ale później przychodziła jakaś lekcja, najczęściej eliksiry, na których Hermiona tak bardzo chciała się wykazać, ale zwykle nic z tego nie wychodziło, mnie natomiast udawało się odpowiedzieć na pytania profesora Snape’a. Brunetka zwykle z tego powodu dąsała się. Możliwe, że uważała, że skoro to mój ojciec mam u niego łatwiej. Nieubłaganie zbliżały się egzaminy semestralne. Nie miałam wątpliwości, że je zaliczę, ale dla pewności spędzałam codziennie po lekcjach godzinę w bibliotece. Zazwyczaj był ze mną Draco.
     Harry wtajemniczył mnie w całą sprawę z Nicolasem Flamelem i kamieniem filozoficznym, dlatego też byłam w miarę na bieżąco. Zbliżał się też mecz Gryfonów ze Ślizgonami, emocje zaczynały już panować nad uczniami i na korytarzach można było usłyszeć wyzwiska, zaczepki, czy zobaczyć ludzi z wyciągniętymi różdżkami mierzących w siebie. Szłam właśnie do biblioteki pouczyć się, kiedy za sobą usłyszałam czyiś głos.
-Hej Alex!-odwróciłam się i zobaczyłam Freda.
-O, cześć Fred. Zgubiłeś swoją drugą połówkę?-zapytałam z lekkim uśmiechem.
-Można tak powiedzieć.-zaśmiał się - Ma szlaban.
-Dziwne zazwyczaj oboje coś wymyślacie.-powiedziałam, idąc w stronę biblioteki. Rudzielec wyrównał ze mną krok i udawał zamyślonego.
-Właściwie to nie wiem, jak to się stało. Tym razem nic nie zrobiliśmy, ale wiesz, jaki jest Snape...-spojrzał na mnie -Nie przepada za nami.
-Wątpię, żeby tak was nie lubił.-zatrzymałam się -Coś specjalnego się stało, że zaszczyciłeś mnie swoją obecnością?
-Właściwie chciałem zapytać, czy przyjdziesz na mecz.-uśmiechnął się lekko.
-Nie wiem, nie przepadam za tym sportem.-odpowiedziałam.
-A może nie chcesz oglądać porażki swojego domu?-podniósł brew do góry i się uśmiechnął.
-To ostatni mecz w sezonie, na pewno zakończą go w wielkim stylu.-powiedziałam pewna siebie.
-Chcesz się założyć?-zaśmiał się.
-O co?
-Słucham?- spytał zdziwiony.
-O co chcesz się założyć?
-Jeżeli my wygramy, od nowego sezonu będziesz przychodzić na każdy mecz i będziesz nam kibicować.-uśmiechnął się.
-Dobrze, ale jeśli my wygramy to przyznasz ostatniego dnia szkoły, że Slytherin jest najlepszym domem.- chłopak spojrzał na mnie. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Sądziłam, że się nie zgodzi.
-Dobrze, o ile wygracie.-wyciągnął w moją stronę rękę. Podałam mu swoją i po wymianie ostatnich zdań poszedł w swoją stronę.
     Od ostatniej rozmowy z Fredem minął już tydzień. Moja pewność siebie spadła, po przegranej ślizgonów. Zostało już kilka dni do egzaminów. Harry ostatnimi czasami wraz z Ronem i Hermioną zaszywa się u Hagrida. Chętnie poszłabym na herbatę do gajowego, ale chcę jak najlepiej wyjść na egzaminach. Pokój wspólny był praktycznie pusty. Siedziałam w fotelu obok kominka, czytając swoje notatki. Na kanapie rozłożył się Draco, który spoglądał na mnie. Podniosłam swój wzrok i spojrzałam na jasnowłosego.
-Coś nie tak?-zapytałam.
-Nie, myślę.- odparł i przymknął oczy.
-O czym?-zaciekawiłam się.
-Dowiesz się kiedyś.-nie otworzył oczu, tylko lekko się uśmiechnął.
Jeszcze przez chwile mu się przyglądałam, ale zaraz wróciłam do powtarzania materiału. Nie mogłam się już doczekać wakacji.



czwartek, 21 stycznia 2016

Rozdział 6 część 1/3

6 komentarzy:
     
  Witam w ten jakże piękny dzień! Powracam z nowym rozdziałem. Moje wygnanie trwało aż dwa miesiące ale powróciłam.Więc rozdział 6 jest podzielony na trzy części. Chciałam dodać cały od razu albo podzielić na dwie części, ale no cóż.Niektóre momenty według mnie są bezsensu jest to spowodowane pewnie tym, że zazwyczaj piszę o nieludzkich godzinach.No cóż zapraszam do czytania :) Piosenka przy której to pisałam mówi samo przez siebie XDD ( https://www.youtube.com/watch?v=lK7gMllNqnI )
 

  Zbliżało się Boże Narodzenie, w połowie grudnia spadł śnieg. Coraz mocniej można było wyczuć świąteczną atmosferę. Uczniowie już nie mogli doczekać się powrotu do swoich domów. Ze Slytherinu prawie wszyscy wyjeżdżają, no właśnie prawie wszyscy. Postanowiłam zostać w szkole. Ostatnimi dniami Harry zachowywał się dziwnie. Unikał mnie, a kiedy już udało mi się zagadać do niego wymyślał obojętnie jaki pretekst, aby tylko móc odejść. Nie zrobiłam chyba nic co mogłoby go urazić?Dni mijały a uczniowie już wyjechali do swoich rodzin. Tatiana pożegnała się ze mną po wczorajszej kolacji, Draco tak samo.Weszłam właśnie do wielkiej sali przy stole zauważyłam Harry'ego i Rona grającego w szachy czarodziejów, a przy tym zacięcie o czymś rozmawiali. Podeszłam do nich i się uśmiechnęłam.
-Hej chłopaki, o czym rozmawiacie?-uśmiechnęłam się.
-O, część nie widziałem cię.-odezwał się Ron- O niczym ciekawym.
-Po waszych minach wnioskuje, że coś kombinujecie.- przymrużyłam oczy.
-Nie przesadzaj Alex. Tylko rozmawiamy na różne szkolne tematy.- odezwał się Harry.
-Akurat Rona ostatniego bym podejrzewała, że rozmawia o szkole w czasie wolnym.- skrzyżowałam ręce na piersi.
-Ja tu nadal jestem.-odezwał się urażony Ron.
-Dobrze powiem ci, ale zachowaj to dla siebie.- powiedział Harry a ja usiadłam obok rudzielca.
-No dobrze.- spojrzałam na bliznowatego.
-Szukamy książki Nicolasa Flamel'a. Jest w bibliotece, przynajmniej tak słyszałem.
- Więc po nią idź?
- To nie jest takie proste, jest w dziale ksiąg zakazanych.-odezwał się Ron.
- Widocznie mieli jakieś powody do tego, aby nie udostępniać ją uczniom.
- Może i mieli, ale my ją potrzebujemy.-powiedzieli.
- No nic, grajcie sobie dalej a ja wracam do swojego dominatorium.-powiedziałam wstając. Odeszłam od chłopaków i idą w stronę wyjścia minęłam się z Hermioną. Spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła. Odwzajemniłam uśmiech i wyszłam z sali.Na korytarzu jak nigdy panowały pustki.Podeszłam do najbliższego okna i spojrzałam na grube warstwy śniegu obtulające tereny Hogwartu. Na dworze dwie postacie rzucały w siebie kulkami ze śniegu. Z tej odległości nawet można było poznać bliźniaków Weasley. Nie dlatego że są rudzi a może i dlatego. Wróciłam do swojego dominatorium i ubrałam kurkę, rękawiczki i czapkę.

***

  Wychodzac już z szkoły oberwałam śniezką prosto w twarz.Po tym do moich uszu  dobiegł śmiech. Podniosłam głowę i zobaczyłam bliźniaków.Obaj łapali się za brzuchy.Korzystając z ich nie uwagi wzięłam trochę śniegu i ulepiłam kulke.Zamachnęłam się i już po chwili George otrzepywał z twarzy śnieg.Uśmiechnęłam się triumfalnie a ten tylko spojrzał na mnie jakby chciał mi przekazac, wojna się zaczęła.Widząc że obaj bracia lepią już kulki zbiegłam ze schodów i zaczełam uciekać.Oczywiście obrywałam cały czas w plecy.Schowałam sie za jednym z drzew,ciężko oddychając.Wychyliłam się z jednej strony. Widząc ze nikogo tam nie ma wyszłam ze swojej kryjówki, ale okazało się ze to był największy błąd. bo po chwili leżałam już w śniegu a na mnie bliźniacy.

***


piątek, 1 stycznia 2016

Hello it' me

1 komentarz:

Witam tych, którzy jeszcze tutaj zaglądają. Od dłuższego czasu nie było rozdziału, jest to spowodowane brakiem komputera. Możliwe że juz w ferie go odzyskam i będę mogła cos dla was napisać. Przy okazji szczęśliwego nowego roku, by był dla was jeszcze lepszy niż poprzedni .

Część 1:
Bajka o Śmierci