sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 7

    
      Wakacje okazały się tym, czego najbardziej potrzebowałam. Udało mi się odpocząć od ciągłego uczenia się nowych zaklęć i formułek. Oczywiście dla pewności czasami przypominałam sobie te trudniejsze, aby nie zapomnieć ich. Lipiec spędziłam u Malfoy'ów. Wraz z Draco rozmailiśmy na temat drużyny Quidditch'a. Chłopak postanowił dołączyć do drużyny. Nie wahał się nawet chwili, na jakiej pozycji chciałby grać. Od razu zdecydował, że będzie szukającym ślizgonów. Sama myślałam czy nie spróbować swoich sił. Niestety w naszej drużynie nie ma żadnej dziewczyny i czułabym się dziwnie. Podczas pobytu również spędziłam czas z panią Narcyzą. Zawsze traktowała mnie jak córkę, sam pan Lucjusz był dla mnie miły. Po miesiącu spędzonym w dworze, który był wyjątkowo mroczny wróciłam do domu. Ojciec chodził naburmuszony zgaduję, że znowu nie został nauczycielem obrony przed czarną magią. Zawsze go ciągnęło do tej posady, niestety nigdy nie udało mu się zostać nauczycielem tego przedmiotu. Dzisiejszego dnia również chodził nie zbyt zadowolony, postanowiłam nie wchodzić mu w drogę, dopóki nie przejdzie mu.Weszłam do jadalni gdzie na długim stole leżał już talerz pełen naleśników. Z kuchni wyszedł mały stwor o imieniu Happy. Zawsze uważałam, że to imie mu nie pasuje. Był gburowaty i sarkastyczny, ale musiał służyć mojej małej rodzince.Był tu odkąd pamiętam. Spojrzał w moją stronę i burknął coś pod nosem. Wywróciłam oczami i podeszłam do okna. Otworzyłam je na oścież. Zaraz po tym podeszłam do stołu i siadłam na krześle. Zabrałam się do jedzenia naleśników. Kiedy tylko skończyłam odsunęłam talerz, a przez otwarte okno wleciała moja sowa. Zrzuciła na pusty już talerz dwa listy. Pierwszy, który otworzyłam był w czerwonej kopercie. Od razu odgadłam, że to list od Tatiany. Rozwinęłam kartkę i zaczęłam czytać wiadomość:


Witaj Alex!
Wybacz, że dopiero pod sam koniec wakacji do Ciebie piszę. Miałam wiele do załatwienia.
Przez cały ten czas byłam na wakacjach w Turcji, ojciec uznał, że będzie to edukacyjna
wyprawa. Mylił się jak nigdy. Mój młodszy brat Ivan o mało nie wygadał jakiemuś
mogolskiemu dziecku o świecie magii.
Nigdy nie widziałam tak wściekłych rodziców. Dmitrij okazał się trochę
bardziej poważny i tylko marudził, czemu to on musi pilnować Ivana.
No nic, a co u Ciebie? Odpisz mi jak najszybciej.
Pozdrowienia Tatiana.

Uśmiechnęłam się pod nosem i odłożyłam list do koperty. Odpiszę jej wieczorem. Spojrzałam na drugi list. Od razu poznałam pieczęć z Hogwartu. Otworzyłam go i szybko przeczytałam. Była to zwykła informacja o tym, że jak poprzednio mam udać się na stację King's Cross. Do listu dołączoną listę podręczników. Połowa była autorstwa Gilderoya Lockharta. Pewnie będzie nas uczyć czarownica, która się w nim podkochuje. Mój monolog przerwało wejście kogoś do pomieszczenia. Podniosłam wzrok i zauważyłam mojego ojca.
-Przyszła lista podręczników.-powiedziałam podając mu kartkę, mężczyzna chwilę ja przestudiował.
-Dobrze się składa, akurat muszę się dzisiaj udać na ulicę pokątną.-powiedział oddając mi kartkę.-Chodź im szybciej to załatwimy, tym lepiej.
Wstałam z krzesła i udałam się za mistrzem eliksirów. Widocznie postanowił udać się na Pokątną poprzez proszek Fiuu. Stanęłam tuż obok mężczyzny. Do ręki nabrał trochę proszku i rzucił nim, mówiąc:
-Na Pokątną.
Nie lubiłam tego sposobu przemieszczania. Czułam jak żołądek wywija rozmaite piruety w brzuchu, a szumienie które słyszałam było nie do wytrzymania.Czując grunt pod nogami otworzyłam oczy. Ruch dzisiejszego dnia był ogromny, poprawiłam swój sweter. Nie zauważyłam, nawet kiedy przed nami pojawił się Lucjusz i Draco.
-Dzień dobry.-przywitałam się.
-Witaj dziecko.- odparł - Severusie.
-Witaj Lucjuszu.-mężczyzna spojrzał na mnie — Alex idź z Draco do księgarni Esy i Floresy. Znajdźcie wszystkie podręczniki, a my zaraz do was dołączymy.
Kiwnęłam, głową i wraz z białowłosym udaliśmy się do księgarni. Droga nie zajęła nam wiele czasu. Okazało się, że w owej księgarni swoje dzieła miał podpisywać sam Gilderoy Lockhart. Nie byłam jego fanką, przeczytałam jedną z jego książek i nie zbyt mnie urzekła. Była niczym bajka dla dzieci. Wyminęłam tłum kobiet po trzydziestce i nie tylko. Za mną szedł Draco. Weszliśmy po schodach i od razu zaczęłam szukać odpowiednich podręczników.
-Jak myślisz, w tym roku wygramy Puchar Domów?-zapytał nagle Draco.
-Wątpię, Harry i Hermiona są pupilkami większości nauczycieli.-powiedziałam. Lubiłam Harry'ego, ale Hermiona działała na mnie jak płachta na byka.
-Tak, słynny Potter i szlama Granger, a dodatkowo biedny Weasley.-fuknął pod nosem.
-Nie przejmuj się, jeśli dołączysz do drużyny może uzyskamy punkty.-po tych słowach chłopak uśmiechnął się w moją stronę.
-To jest oczywiste.-odparł i podszedł do barierki, przyjrzałam się mu. W pewnym momencie na jego twarzy pojawił się grymas.-Chodź.
Rzucił przez ramie a ja odłożyłam książkę o wilkołakach.Draco szybko zszedł po schodach i spojrzał w stronę biurka, przy którym stal Gilderoy i Harry. Obok nich skakał mężczyzna z Proroka Codziennego robiąc zdjęcia. Kiedy tylko skończył Harry odszedł od blondyna z wszystkimi tonami jego książek. Oddal je rudej pulchnej kobiecie i zmierzał ku wyjściu.
-Co słynny Potter będzie na pierwszej stronie?-zapytał Draco z cynicznym uśmiechem.
-Zostaw go!-obok niego zaraz stanęła ruda dziewczyna, natomiast po kilku sekundach zjawił się Ron wraz z Hermioną.
-Co Potter znalazłeś dziewczynę?-zaśmiał się.
-Zamknij się Malfoy.-Hermiona zacisnęła usta w cienką linię.
-Draco co tu się dzieje?-Obok syna stanął Lucjusz. Spojrzał z wyższością na Pottera, Grenger i Weasleya.
-Lucjuszu — za Ronem stanął również rudy mężczyzna.
-Arturze.-odparł — Słyszałem, że ostatnio masz sporo zleceń. Myślałem, że zapłacą ci odpowiednio, ale widząc stan książek twoich dzieci wątpię, czy w ogóle ci zapłacili.
Mężczyzna spojrzał na pana Malfoya z oburzeniem. Widać było, że był człowiekiem prostym i nie potrzebował dużo. Zrobił krok do przodu, w porę tuż po jego bokach stanęli Fred i George.
-Co Weasley, chyba nie chciałeś mnie pobić?-zaśmiał się Lucjusz.-Przypominam ci, że tu jest mój syn i Aleksandra. Są dobrze wychowani i wiedzą jak panować nad emocjami. Skoro ta banda uczy się od ciebie załatwiać problemy, już się boje tego, co z nich wyrośnie.
Mężczyzna odszedł, a Draco powędrował za nim z triumfalnym uśmiechem. Spojrzałam na pana Weasleya, który spojrzał na swoje dzieci jakby chciał przeprosić za zaistniałą sytuację.
-Przepraszam za to, co się stało. - powiedziałam zmieszana i wyszłam ze sklepu.


 PS. Witam jestem Avastra przez pewien czas będę dodawać posty za główną autorkę. Niestety jej komputer jest w naprawię lecz postaram się przepisać jej rozdziały :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Część 1:
Bajka o Śmierci