sobota, 18 czerwca 2016

Rozdział 8

Brak komentarzy:
Postanowiłam dodać rozdział, żeby nie zostawiać was tak bez niczego :D

     Otworzyłam oczy i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Kącik moich ust uniósł się ku górze. Była siódma rano, szybko wstałam z łóżka. Zabrałam ubrania przygotowane wcześniej i weszłam do łazienki. Pomimo iż cieszyłam się powrotem do szkoły, nie wyspałam się. Pół nocy nie mogłam się doczekać, aż spotkam starych znajomych. Spojrzałam na odbicie w lustrze, Taa, obraz nędzy i rozpaczy. Przemyłam twarz zimną wodą, żeby choć trochę się rozbudzić. Wytarłam twarz i nałożyłam jakiś krem. Szybko ubrałam się i uczesałam. Wyszłam z łazienki już żywszym krokiem. Zauważyłam brak mojego kufra. Widocznie Happy już po nie przyszedł. Zeszłam po schodach do jadalni. Nie było w niej nikogo. Pewnie Snape już jest w szkole. Usiadłam przy stole, czekając na śniadanie. Po dłuższej chwili do środka wszedł znany mi stwór. Happy położył przede mną talerz i odszedł. Spojrzałam na naleśniki, wyglądały zachęcająco. Szybko je zjadłam. Spojrzałam na zegar już po dziesiątej powinnam się pospieszyć. Wyszłam z jadalni i w korytarzu wyminęłam innego stwora. Szybkim krokiem weszłam po schodach. Na biurku leżała moja torba. Zarzuciłam ją na ramie i przed wyjściem wrzuciłam do niej książkę autorstwa czarownicy Hailey Beal. Byłam dopiero w połowie lektury. Historia była banalna. Dwójka magicznych osób poznaje się w kawiarence. Od razu zaczynają coś do siebie coś czuć, ale pochodzenie Charliego uniemożliwiało rozwinięcie się tej znajomości. Był on czarodziejem czystej krwi, ale z biednej rodziny natomiast Jade była arystokratką. Byłam ciekawa czy może jednak postanowią być razem, nie patrząc na pochodzenie. Wróć, powinnam już wychodzić. Wyszłam z pokoju, prawie upadając. Niczym burza zbiegłam po schodach.
- Długo miałem czekać?-zapytał Happy.
- Wybacz, zapomniałam swojej torby.- uśmiechnęłam się, a Happy tylko wywrócił oczami. Podeszłam do swojego wózka na, którym był już mój kufer i klatka z sową. Spojrzałam na Happy'ego. Pstryknął swoimi długimi wstrętnymi palcami. Nie lubiłam teleportacji. Zawsze czułam przy niej nudności. Zamknęłam oczy.     Dopiero słysząc szum rozmów, otworzyłam je. Rozejrzałam się, stworka już nie było. To było do przewidzenia. Popchnęłam wózek i ruszyłam w stronę peronu 9 i 3/4. Ludzie nie zwracali większej na mnie uwagi, co mi odpowiadało. Bo jakbym wytłumaczyła, po co mi sowa? Albo gdzie są moi rodzice? Wie pani śpieszę się na pociąg do szkoły dla czarodziei, uczy tam mój ojciec. Ta sowa? Jakoś przecież muszę kontaktować się ze światem zewnętrznym. Tak, od razu by wsadzili mnie w kaftan.
Wymijałam ludzi, którzy widocznie spieszyli się do pracy. Widząc swój peron zauważyłam znanych mi uczniów. Podeszłam bliżej i od razu zostałam powitana przez bliźniaków Weasley.
- Witaj Alex!- George obrócił się w moją stronę.
- Witaj George.- uśmiechnęłam się.- Dzień dobry. - spojrzałam na państwo Weasley.
- Witaj słoneczko, ty musisz być tą dziewczyną, o której wciąż mówi Fred i George.- kobieta o rudych włosach uśmiechnęła się.
- Mamo przestań.- George zaczerwienił się, spuszczając głowę, Fred również nie był lepszy. Zrobił się bardziej czerwony niż jego włosy, a to już jest wyczyn.
- Molly nie zawstydzaj ich.- pan Weasley zaśmiał się.
- No nic dzieciaki śpieszmy się! Zaraz jedenasta.- Molly pogoniła nas.- Gdzie Ron i Harry?- rozejrzała się.
- Tam biegną.- odezwał się Percy.- Nie martw się mamo zdąża.
- Masz rację, no chodźmy.- całe nasze towarzystwo przeszło przez ścianę. Widząc znany mi pociąg uśmiechnęłam się.
- Chodź pomożemy ci.- Fred uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam to. Bliźniaki wtaszczyli mój kufer, a ja wzięłam klatkę z moją sową.
-Dzięki, za pomoc.- powiedziałam, wchodząc do środka.
-Nie ma za co. - George zaczął iść w stronę przedziału, w którym pewnie jest Lee Jordan.
- W zamian z nami usiądziesz!- Fred zarzucił mi rękę na ramie.
- No nie wiem, co powiedzą wasi znajomi z Gryffindoru? Nie będą źli, że zadajecie się z dziewczyną, ze Slytherinu? -uśmiechnęłam się szeroko.
- Źli? Proszę cię. Będą mnie błagać o autografy.-poprawił włosy.- Stanę się legendą.
- Niech ci będzie. - zaśmiałam się.
    Chłopak widocznie uradowany zaprowadził mnie do przedziału, w którym George i Lee Jordan już zacięcie o czymś dyskutowali. Położyłam klatke z sową na podłodze, a sama rozsiadłam się na siedzeniu przy oknie. Fred usiadł obok mnie i przyłączył się do rozmowy Lee i Georga. Postanowiłam im nie przeszkadzać, więc wyjęłam swoją książkę. Chłopaki byli tak sobą zajęci, że nawet tego nie zauważyli. Czytając, i tak słyszałam tematy ich rozmów. Czasami powstrzymywałam się, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Przewróciłam kartkę i zaczęłam czytać kolejne zdanie, kiedy poczułam na sobie wzrok Freda. Starałam się je ignorować, ale było to dość trudne.
- Coś nie tak?- spojrzałam na rudzielca, co wywołało u niego uśmiech.
- Tak, zwróć na mnie uwagę, a nie siedzisz nosem w tej książce. Uwierz będziesz mieć jeszcze sporo do czytania w tym roku.- powiedział.
- Wybacz Freddie, bardzo chce dzisiaj skończyć tą książkę.- powiedziałam powracając do lektury.
- Freddie? Już na takim poziomie jesteśmy?-uśmiechnął się- Jak będę mieć czas też ci wymyślę jakąś słodką ksywkę.- spojrzałam na chłopaka śmiejąc się.- Co ty tam w ogóle czytasz?-zapytał, wyrywając mi książkę, spojrzał na okładkę i od razu westchnął.- Nie mów, że ty też to czytasz. Moja mama pożyczyła to kiedyś od znajomej. Przeczytałem dwa pierwsze rozdziały, a mój mózg jakby zaginął.
- To nie przez książkę.- odezwał się George.
- Zamknij się!-Fred spojrzał na brata, a ten uśmiechnął się.- No nic powracając do tej książki. Uważam, że marnujesz czas. Jeśli chcesz już marnować czas to marnuj go ze mną. - powiedział.
- Chce wiedzieć jak się skończy. -próbowałam odzyskać swoją własność.
- Ten jak on miał, Billy? Tak,  ten przyjaciel Charliego zabije ich, a na końcu siebie.- powiedział to, kiedy udało mi się wyrwać mu książkę. Spojrzałam na niego spod byka, a Lee i George wybuchli śmiechem. Wypuściłam powietrze z ust i położyłam książkę na stoliku.
- No dobrze to, co tak właściwie mam z tobą robić?- spojrzałam na niego.
- Nie wiem, chciałem, żebyś na mnie zwróciła uwagę. -zaśmiał się, a ja myślałam, że go zabije.


poniedziałek, 6 czerwca 2016

Urlop!

Brak komentarzy:
A więc panie i panowie nadszedł ten smutny dzień. Ide na urlop XD . Będzie on trwał od 6 czerwca 2016r. do 6 sierpnia 2016r. Nie martwcie się. Mam kilka rozdziałów więc podczas przerwy na pewno jeszcze będę pisac. Ten czas urlopu nie będzie obejmował mojego nowego cud, miód, malinka bloga, a mianowicie : Queen of hearts    Do zobaczenia w sierpniu!

Część 1:
Bajka o Śmierci