piątek, 9 września 2016

Rozdział 9

Brak komentarzy:


Pociąg w końcu zatrzy­mał się. Gajowy cze­kał już z lampą na pierw­szo­rocz­nych woła­jąc ich naj­gło­śniej jak potra­fił. Wysia­dłam z pociągu i rozej­rza­łam się. Nie­da­leko stała Her­miona z nie­zbyt wesołą miną. Cie­kawe gdzie Harry i Ron? Nie dane było mi roz­my­śla­nie o tej dwójce bo tuż obok mnie sta­nął Draco z ponurą miną. Widocz­nie był czymś ura­zony. Przyj­rza­łam się gry­ma­sowi na jego twa­rzy i sta­ra­łam się nie zaśmiac. Chło­pak spoj­rzał na mnie i wska­zał na powozy. Miał zamiar się do mnie nie odzy­wać? Wyw­ró­ci­łam oczami i posłusz­nie pode­szłam do powozu. W środku sie­dział już Mal­foy i jego goryle. Obok pla­ty­no­wło­sego natych­mia­stowo zostało zjęte miej­sce przez Pansy. Widząc, że został mi mały skra­wek wol­nego miej­sca obok Goyla posmęt­nia­łam.
Czu­jąc dłoń na ramie­niu, odwró­ci­łam się i zoba­czy­łam burzę rudych loków. Usmiech­nę­łam się ser­decz­nie i przy­tu­li­łam Tatianę, którą nie widzia­łam przez całe dwa mie­siące. Dziew­czyna spoj­rzała z nie­chę­cia na Mal­foya, który z dumą spo­glą­dał przed sie­bię. Jej wzrok następ­nie spo­czął na mnie. Kiw­nęła głową w stronę dru­giego powozu. Sie­dzieli tam bliź­niacy, Lee Jor­dan i blon­dynka, którą koja­rzy­lam ze szkoły. Uśmiech­nę­łam się do rudo­wło­sej i spoj­rza­łam na Draco.
– Usiąde z Tatianą ok? – spoj­rza­łam na chło­paka, który tylko mach­nął ręką.
– No jasne idź. – odparł sar­ka­stycz­nie, a ja nie chcąc wni­kac dalej naj­zwy­czaj­nie w świe­cie poszła z Tatianą.
Kiedy tylko usia­dłam z Tatianą obok blon­dynki Fred i George zaczęli snuc teo­rie spi­skowe. Uwa­żali bowiem, że teraz mogą znik­nąc gdyż odbie­rają przy­ja­ciółkę samego Mal­foya. Słu­cha­jąc tego co chwile wybu­cha­łam śmie­chem. Kiedy skoń­czył im się wątek posta­no­wili przed­sta­wic mi dziew­czynę sie­dzącą obok. Miała białe włosy i dzi­waczne oku­lary.
– Alex poznaj to Luna Love­good -Fred uśmiech­nął się w stronę dziew­czyny.
– Jest w moim domu. dodała Tatiana z uśmie­chem.
– Miło mi Cię poznać, Luno. – spoj­rza­łam na dziew­czynę, która odło­żyła maga­zyn o nie­zna­nych cza­ro­dzie­jom stwo­rach.
– Mi także, Alex. – powie­działa swoim miłym gło­sem.
– Dobra skoro każdy już się zna to …– Geogrge spoj­rzał na swo­jego brata, który zaraz dokoń­czył jego myśl.
– Widział ktoś Harry’ego i Rona?– Fred spoj­rzał poważ­nie na nas, a ja tylko spoj­rza­łam na jadące za nami powozy. Nig­dzie nie widziała rudej czu­pryny Rona i  Harry’ego.
Znik­nęli jak kamień w wodzie. Spoj­rza­łam na bliź­nia­ków i pokrę­ci­łam głową na „nie”. Fred i George widocz­nie byli zanie­po­ko­jeni znik­nię­ciem brata i jego przy­ja­ciela. Nie dzi­wi­łam im się, mieli dobre rela­cje cho­ciaż zda­rzało im się wyciąc nie raz mu kawał. Tatiana chcąc roz­luź­nic atmos­ferę opo­wie­działa o swo­ich waka­cjach i pro­ble­mach z rodzeń­stwem. Widocz­nie musiało to roz­ba­wic rudziel­ców, bo zapo­mnieli o zmar­twie­niach i śmiali się razem z nami.
– Wiesz co Alex?– nagle ode­zwała się Luna, spoj­rza­łam pyta­jąco na nią, a ta dokoń­czyła myśl.– Cza­sami przy­glą­da­łam się Tobie na prze­rwach. Uwa­żam, ze Ty i Harry jeste­ście do sie­bie podobni.
– Ty też to zauwa­ży­łaś?– Tatiana dołą­czyła się do dys­ku­sji. Ja tylko spoj­rza­łam na nie z podnie­sioną brwią.
– Chce­cie mi powie­dziec, że wyglą­dam jak dwu­na­sto­letni chło­piec?– po tych sło­wach Fred zaśmiał się, a George tylko scho­wał twarz w dło­niach.
– Cho­dzi o to, że…– roz­po­częła Tatiana – Cza­sami patrząc na Was można pomy­ślec, ze jeste­ście rodziną.
– Tak, oboje macie czarne włosy, podobny uśmiech…– wyli­czał Geogre.
– Dwie nogi, parę rąk, oczy, nos…– doda­wał Fred.
– Rozu­miem. – zamy­śli­łam się.
Przez resztę drogi, aż do łódek nikt się nie ode­zwał. Wła­ści­wie cisza pano­wała, aż do dotar­cia do wiel­kiej sali. Nur­to­wało mnie dla­czego myśleli, że jestem podobna do Harry’ego. Jest moż­li­wośc, że jest jakąś moją daleką rodziną, ale Snape by mi o tym powie­dział, prawda? Albus Dum­ble­dore wygła­szał coroczną prze­mowę, patrząc co chwilę na każ­dego z uczniów. Jego wzrok zazwy­czaj lądo­wał na psot­nych bliź­nia­kach. Poło­ży­łam dło­nie na stole i swój wzrok przy­ku­łam na obra­żo­nej twa­rzy Draco.
– Jesteś zły?– zapy­ta­łam, a chło­pak tylko spoj­rzał na mnie.
– Tak.– krótka odpo­wiedz spra­wiła, że uśmiech­nę­łam się. Pal­cem dźgnę­łam go w bio­dro.Draco spoj­rzał na mnie i nie mógł powstrzy­mac uśmie­chu.
– Nie gnie­waj się. – zaśmia­łam się.
– Ostatni raz Ci wyba­czam.– odparł poważ­nie.
– Draco czy ja Ci przy­po­mi­nam Pot­tera?– po tym pyta­niu podniósł brew do góry.
– Oczy­wi­ście że nie! Skąd Ci w ogole przy­szło to do głowy?– jego obu­rze­nie można było wyczuc na kilo­metr.
– Nie wiem.– skła­ma­łam i spoj­rza­łam na potrawy, które wła­śnie się poja­wiły.– Ostat­nio ktoś mi powie­dział, że wyglą­damy jak rodzeń­stwo i zaczy­nam w to wie­rzyc.
– Nie żar­tuj sobie nawet. Nie jeste­ście ani tro­chę podobni do sie­bie.– prze­ko­ny­wał mnie, w tym samym cza­sie nakła­da­jąc sobie pierś z kur­czaka na talerz.
Nic juz mu nie odpowie­działam tylko spoj­rza­łam na stół Gryf­fin­doru. Nadal ni­gdzie nie było Harry’ego i Rona, dodat­kowo po przy­dziale znik­nęła pro­fe­sor Mcgo­na­gall

***
Pierw­szy dzień szkoły zawsze jest ciężki. Po dwóch dłu­gich mie­sią­cach waka­cji, wsta­wa­nie o szó­stej trzy­dzie­ści wydaję się nie­moż­liwe. Cóż musia­łam tego doko­nać. Poranne czyn­no­ści wycho­dziły mi wyjąt­kowo ocię­żale. Umyta i ubrana, z łóżka zabra­łam swoją torbę. Przerzu­ciłam ja przez ramię i chwilę póź­niej prze­cho­dzi­łam przez pokój wspólny. Zau­wa­ży­łam jak Draco roz­ma­wia z aktu­al­nym kapi­ta­nem dru­żyny sli­zgo­nów. Z każ­dym sło­wem Mal­foya, pią­to­kla­si­sta uśmie­chał się sze­rzej. Nie cze­ka­łam na chło­paka szybko wyszłam na kory­tarz. Kilka chło­pa­ków z ostat­niego roku o mało nie wepchali mnie na ścianę, wybie­ga­jąc z pokoju wspól­nego. 
Nie zwró­cili na mnie naj­mniej­szej uwagi, i ruszyli bie­giem w stronę jadalni. Uczy­ni­łam to samo. Szyb­kim kro­kiem, prze­mie­rza­łam lochy. Na szczę­ście droga nie zajęła mi wiele czasu. Kiedy tylko zna­la­złam się na kory­tarzu, w oczy rzu­ciła mi sie ruda czu­pryna. Ron stał obok Harry’ego, a nie­da­leko krę­cili się bliź­niacy. Mia­łam ochotę wypy­tać Pot­tera, czemu nie był wczo­raj na kola­cji jed­nak czu­łam, że to nie­od­po­wied­nia chwila. Westch­nę­łam cicho, a zaraz po tym poczu­łam dłoń na ramie­niu. Po mojej lewej stro­nie stał Draco z wiel­kim uśmie­chem. – Zała­twi­łem nam miej­sce w dru­ży­nie! – mówił z eks­cy­ta­cją, ja tylko otwo­rzy­łam sze­rzej oczy. – Żar­tu­jesz sobie, prawda? – mia­łam nadzieję, że przy­ja­ciel przy­zna mi rację. – Nie, opo­wie­dzia­łem chło­pa­kom o naszych zdol­no­ściach – wypiął dum­nie pierś – Dodat­kowo mój ojciec chce kupić nam nowy sprzęt. – Bez urazy, ale ja się nie nadaję. – Ty? Dobre żarty, śmi­gasz na mio­tle jakby rzu­cali czymś w Cie­bie – zaśmiał się. – Boję się zapy­tać na jakiej pozy­cji. – minę­łam go i ruszy­łam w stronę wiel­kiej sali, – Jak to jakiej! – pod­biegł do mnie – Będziesz szu­ka­jącą. Spoj­rza­łam na bia­ło­wło­sego, który widocz­nie miał nie­zły ubaw. Jed­nak widząc moje spoj­rze­nie, uśmiech odrazu mu zszedł z twa­rzy. Wła­śnie tak minął nam pierw­szy dzień w szkole. Na lek­cjach z uwagą słu­cha­łam nauczy­cieli, a na prze­rwach uni­ka­łam Mal­foya. Jestem jed­nak, zbyt pobłaż­liwa. Draco po raz kolejny pod­czas kola­cji bła­gał mnie, abym się zgo­dziła. – Cho­ciaż w tym sezo­nie! – odło­ży­łam wide­lec – Jak Ci się nie spodoba to zre­zy­gnu­jesz. – No niech Ci będzie. – wes­tchnę­łam. – Wie­dzia­łem, ze się zgo­dzisz! – wstał od stołu i z uśmie­chem oznaj­mił – W sobotę o siód­mej mamy tre­ning, nie spóź­nij się! Po tych sło­wach szybko opu­ścił pomiesz­cze­nie. Ja nato­miast pio­ru­no­wa­łam go wzro­kiem, aż nie znik­nął mi z pola widze­nia.


Część 1:
Bajka o Śmierci