czwartek, 20 października 2016

Rozdział 10

    Piąt­kowe popo­łu­dnie, a ja muszę iść do biblio­teki po potrzebne mate­riały do wypra­co­wa­nia z elik­si­rów. Nie był to ciężki temat i spo­koj­nie zda­rzy­ła­bym napi­sać całą pracę w nie­dzielne popo­łu­dnie, ale jutro mam tre­ning, a nie­dzielę chcia­ła­bym spę­dzić na leniu­cho­wa­niu. Zaraz po lek­cjach poszłam do swo­jego domi­na­to­rium gdzie zmie­ni­łam swój mun­du­rek na nieco wygod­niej­sze rze­czy. Z torbą na ramie­niu opu­ści­łam swój pokój. Spraw­dza­jąc, czy aby na pewno zabra­łam ze sobą per­ga­min i atra­ment, weszłam do pokoju wspól­nego. Przy kominku sie­dzieli pią­to­roczni, zawzię­cie o czymś dys­ku­to­wali. Nato­miast na kana­pie sie­działy naj­więk­sze plot­kary z trze­ciego roku. Jak naj­szyb­ciej ruszy­łam w stronę kory­ta­rza, nie chcia­łam, żeby mnie zacze­piły. Wycho­dząc wpa­dłam na Mar­cusa Flint’a. Chło­pak grał w repre­zen­ta­cji Sly­the­rinu w Quid­dit­chu. Dopiero teraz mia­łam oka­zje się mu przyj­rzeć. Był dużo wyż­szy, miał rów­nież czarne włosy i wiel­kie zęby. Chło­pak zlu­stro­wał mnie od stóp aż po głowę. Byłam gotowa na jeden z jego uwag, lecz ku mojemu zdzi­wie­niu prze­pro­sił mnie i wszedł do pokoju głów­nego.
   

     Obej­rza­łam się za sie­bie i przez chwilę tak sta­łam, no tak jak mogłam zapo­mnieć. Musiał sobie przy­po­mnieć, że przy­jaź­nie się z Draco, tym samym chłop­cem, który ufun­do­wał nowy sprzęt dru­ży­nie. Ostatni raz obej­rza­łam się i wol­nym kro­kiem uda­łam się w stronę biblio­teki.
Będąc już, na kory­ta­rzu spo­strze­głam, że sporo uczniów prze­sia­duje na kamien­nych para­pe­tach. Nie dzi­wi­łam im się ani tro­chę, za oknem pogoda nie zachę­cała.
– Alex! – sły­sząc znany mi głos, zatrzy­małam się, już po chwili obok mnie sta­nął Fred. Rudzie­lec uśmiech­nął się i poka­zał mi swój per­ga­min. – Pew­nie idziesz do biblio­teki, prawda?
– Tak Fred­die. – odwza­jem­ni­łam uśmiech.
– Ja rów­nież, więc spę­dzisz popo­łu­dnie w dobo­ro­wym towa­rzy­stwie. – rzekł poważ­nie.

     Zaśmia­łam się i zaczę­łam iść w stronę wiel­kich drzwi. Fred otwo­rzył je i prze­pu­ścił nas. Rudzie­lec od razu ruszył w stronę ksiąg z działu wróż­biar­stwa, ja nato­miast zaczę­łam prze­glą­dać książki z elik­si­rów. Dwie wydały mi się odpo­wied­nie do tematu wypra­co­wa­nia. Z oka­zale wyglą­da­ją­cymi pod­ręcz­ni­kami pode­szłam do stołu. Usia­dłam, wyj­mu­jąc swoje rze­czy. Nie musia­łam długo cze­kać na poja­wie­nie się Freda, chło­pak poło­żył swoje rze­czy i usiadł naprze­ciwko mnie. Oparł się i prze­czy­tał pierw­sze strony wybra­nej książki.
Na per­ga­minie zapi­sa­łam może z trzy zda­nia, kiedy zauwa­ży­łam idą­cego brata Freda. Od razu pozna­łam Percy’ego, chło­pak ze zdu­mie­niem spo­glą­dał na nas. Pod­szedł i odchrząk­nął. Fred­die ode­rwał się od wcze­śniej­szego zaję­cia i spoj­rzał na brata.
– Kto Cię zmu­sił, żebyś tu przy­szedł? – mówił zdu­miony.
– Nie chcia­łem iść sam, a Alex szła, to się prze­mo­głem. – odparł.
– Nie­sa­mo­wite-rudzie­lec spoj­rzał na mnie-masz na niego dobry wpływ.
– Percy idź sobie, prze­szka­dzasz mi. – Fred wywró­cił teatral­nie oczami-A póź­niej kablu­jesz rodzi­com, że mam słabe oceny.
Percy wymam­ro­tał coś pod nosem i odszedł. Fred ze satys­fak­cją iż prze­go­nił star­szego brata, powró­cił do czy­ta­nia. Po dłuż­szej chwili zła­pał jed­nak za pióro i zaczął zapeł­niać per­ga­min dłu­gimi zda­niami. Uśmiech­nę­łam się pod nosem i rów­nież wró­ci­łam do wypra­co­wa­nia.
– Wymy­śli­łem Ci ksywę. – ode­zwał się nagle chło­pak, spoj­rza­łam na niego nie­pew­nie.
– Nie chce wie­dzieć.
– I tak powiem-uśmiech­nął się-Diva.
– Diva? – zapy­ta­łam z nie­do­wie­rza­niem.
– Diva. – potwier­dził.
– Czemu?
– Bo każdy Cię lubi-zaśmiał się – Her­miona mówiła, że tak czę­sto mówi się na mugol­skie pio­sen­karki.
– Nie wszy­scy mnie lubią Fred­die.
– Ja Cię lubię. – uśmiech­nął się sze­rzej, a ja zro­bi­łam się praw­do­po­dob­nie tak czer­wona, jak jego włosy.

     Nic mu nie odpo­wie­dzia­łam, tylko powró­ci­łam do zada­nia. Zakoń­czy­łam całą pracę wypi­su­jąc źró­dła skąd wzię­łam infor­ma­cję. Zegar na ścia­nie wska­zy­wał godzinę osiem­na­stą. Nie­sa­mo­wite całe wypra­co­wa­nie zro­bi­łam w nie­całe dwie godziny. Fred rów­nież skoń­czył, po krót­kiej roz­mo­wie odnie­śli­śmy książki na miej­sce. Po wyj­ściu z biblio­teki od razu uda­łam się w stronę domi­na­to­rium. Nie byłam głodna, więc od razu poło­ży­łam się do łóżka. Po szyb­kiej kapieli, opa­dłam na łóżko. Nie jestem pewna ile zajęło mi zaśnie­cie.

***

     Usia­dłam na brzegu łóżka. Zegar oznaj­mił mi, że pozo­stało mi pół godziny do tre­ningu. Z kufra wyję­łam strój. Poranne czyn­no­ści wyko­na­łam jak naj­szyb­ciej, wiem, jaki jest Draco, gdy każe mu się cze­kać. W eks­pre­so­wym tem­pie opu­ści­łam domi­na­to­rium i popra­wia­jąc koka weszłam do pokoju wspól­nego gdzie stał Draco. Chło­pak miał lekki uśmiech na twa­rzy, a w dło­niach trzy­mał dwie mio­tły. Kiedy byłam już wystar­cza­jąco bli­sko, podał mi jedną.
– Gotowa?
– Tak, miejmy to za sobą. – wymi­nę­łam go.

***

     Cała dru­żyna poru­szała się szybko na boisko. Pora­nek był chłodny, ale słońce zwia­sto­wało nie naj­gor­szą pogodę po połu­dniu. Szłam rów­nym kro­kiem z Mal­foyem i Flin­tem. Czu­łam się dość nie­pew­nie, byłam jedyną dziew­czyną w całej dru­ży­nie, co nie­zbyt mi się uśmie­chało. Po co ja w ogóle się zgo­dzi­łam? A no tak, Draco nie dałby mi spo­koju. Wesz­li­śmy na boisko, z dru­giego końca dostrze­głam Gry­fo­nów. Zasko­czona spoj­rza­łam na Draco, który przy­brał jeden ze swo­ich uśmiesz­ków. Od razu wyczu­łam, co się święci. Oli­ver Wood kapi­tan dru­żyny Gryf­fin­doru zmie­rzał w naszą stronę z iry­ta­cją wypi­saną na twa­rzy. Za nim szła rów­nież pod­de­ner­wo­wana dru­żyna.
– Co tu robi­cie? Dzi­siaj my mamy tu tre­ning. – Oli­ver zlu­stro­wał nas od stóp po głowę.
– Mamy zezwo­le­nie od Snape. – wyszcze­rzył się Mar­cus.
– Nam pozwo­liła pro­fe­sor McGo­na­gall. – za ple­cami kapi­tana dru­żyny dostrze­głam Her­mionę i Rona. Spo­glą­dali, w moją stronę cze­ka­jąc, aż się ode­zwę.
– Kiedy dosta­li­ście pozwo­le­nie na tre­ning? – zapy­ta­łam Oli­vera, który spoj­rzał na mnie.
– Dwa dni temu.
– Mar­cus a my kiedy? – spoj­rza­łam na ciem­no­wło­sego.
– Wczo­raj. – odparł ziry­to­wany.
– Więc po spra­wie. – kla­snę­łam w dło­nie- Dzi­siaj boisko należy do nich.
– Słu­cham? Nie dość, że z łaski Cię przy­ję­li­śmy to jesz­cze masz zamiar nami dyry­go­wać? – zaśmiał się, kątem oka zauwa­ży­łam jak Fred, pio­ru­nuje go wzro­kiem.
– Nie pro­si­łam się o to. – z uśmie­chem poda­łam mu mio­tłę. – Z chę­cią odejdę, życzę powo­dze­nia ze zna­le­zie­niem nowego szu­ka­ją­cego.
– Nie możesz tego zro­bić. – Śli­zgoni spoj­rzeli na mnie spod byka.
– A jed­nak. – uśmiech­nę­łam się w stronę dru­żyny domu lwa, któ­rzy wła­śnie powstrzy­my­wali śmiech. – Nie mogę się docze­kać, aż zoba­czę Was w akcji.
Na pię­cie odwró­ci­łam się i wsa­dza­jąc dło­nie do kie­szeni, ruszy­łam w stronę zamku.

4 komentarze:

  1. Powoli nadrabiam czytanie, ale jeszcze trochę czasu mi to zajmie :P
    Niemniej jednak ciekawe opowiadanie (do 4 rozdziału) a resztę powiem jak nadrobie całość. Trochę nie moja tematyka (nie jestem fanką Harrego Pottera) ale po to są jakieś własne ograniczenia, żeby móc je pokonywać, rozszerzać zainteresowania.
    Jak byś mogła poinformuj mnie o nowosciach na blogu (w spamie znajdziesz którym).
    Weny życzę i do zobaczenia za jakiś czas!
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej :)
    Bardzo miły i wciągajacy rozdział. Przeczytałam go z uśmiechem na ustach, kiedy poznałam ksywę Alex. Hahaha. Potrafiss pisać w lekki sposób przyciągając tym nowych czytelników :3. Nie mogę doczekać się kolejnych rozdziałów. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej!
    Sorry za spam, ale postanowiłam poinformować wszystkich moich byłych czytelników, że oba moje blogi znów działają:)
    Zapraszam do czytania:)
    wadazagency.blogspot.com
    opowiadanie-demona.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm. Rozdział ciekawy chodź dla mnie trochę za krótki. Ale to nie przeszkadza w czytaniu.
    Nie lubie Pansy. Nawet w opowiadaniach. Mam nadzieje że Alex zaprzyjaźni się z Giny :)

    OdpowiedzUsuń

Część 1:
Bajka o Śmierci