poniedziałek, 6 lutego 2017

Rozdział 11

Brak komentarzy:
Na wstępie chciałabym przeprosić za tak długi brak rozdziałów. Zaniedbałam tą historię. Przygotowuję się do mojego pierwszego egzaminu zawodowego, który będzie w czerwcu. Jednak obiecuję, że teraz rozdziały będą wcześniej! Mam ostatni tydzień ferii i postaram się dodać jeszcze jeden rozdział w sobotę :) I od razu odpowiem na częste pytanie " Dlaczego twoja Hermiona nie jest tą Hermioną, którą znamy?" Odpowiedź jest prosta! Ja ją tak widziałam w pierwszych częściach i tak ją opisałam ;)


   Sie­dzia­łam wła­śnie przy stole słu­cha­jąc wywo­dów Draco. Chło­pak nie mógł uwie­rzyć jak potrak­to­wa­łam naszą dru­żynę. Jed­nak ja byłam zado­wo­lona z mojej decy­zji. Nie chcia­łam być szu­ka­jącą, ba! Nawet się do tego nie nada­wa­łam. Liczy­łam, że po jed­nym tre­ningu wywalą mnie na zbity pysk, jed­nak napo­tkała się oka­zja więc z niej sko­rzy­sta­łam. Nie inte­re­suje mnie czy teraz bedą mnie nie­na­wi­dzić. Pod­nio­słam głowę, sły­sząc na­dal traj­ko­cze­nie Mal­foya. Uśmiech­nę­łam się lekko widząc bliź­nia­ków, któ­rzy mi machali.
– Słu­chasz mnie w ogóle?
– Nie.
   Usły­sza­łam tylko wetsch­nię­cie, które mogło ozna­czać tylko jedno. Draco był zły, a to nie wróży niczego dobrego mojej oso­bie. Nie chcąc bar­dziej go dener­wo­wać wsta­łam od stołu i ruszy­łam w stronę drzwi.
Wycho­dząc z wiel­kiej sali skie­ro­wa­łam się głę­bią kory­ta­rza na dzie­dzi­niec, który był zapeł­niny uczniami. Chcia­łam w spo­koju usiąść na jed­nej z ławek i nic nie robić. Po pro­stu odpo­cząć. Nie było mi to jed­nak dane. Nie­da­leko widzia­łam Ginny, sio­strę Weasleyów, a na około niej śli­zgonki z mojego roku. Nabi­jały się z jej rodziny, dziew­czyna widocz­nie nie zwra­cała na nie uwagi, ale ja nie mogłam zosta­wić tego tak. Szyb­kim kro­kiem pode­szłam do grupki, która śmiała się w nie­bo­głosy.
– Jakiś pro­blem? – zapy­tałam sta­wa­jąc obok Ginny.
– Spo­koj­nie Alex, nic się nie­dzieje. – blon­dynka zasło­niła usta ręką tłum­jąc śmiech.
– Wiem co widzia­łam, zostaw­cie ją w spo­koju.
– No pro­szę, obroń­czyni uci­śnio­nych. Może zło­żymy się dla Cie­bie na swe­ter " Kocham Weasleyów”?
   Kiedy mia­łam coś powie­dzieć przede mną sta­nęły dwie wyso­kie posta­cie. Widząc ich czer­wone czu­pryny od razu wie­dzia­łam kto to. Fred spoj­rzał z góry na dziew­czyny, które ucie­kały wzro­kiem. George nato­miast lekko się uśmiech­nął. Bliź­niacy jak na swój wiek byli na prawdę gigan­tyczni, więc nie dzi­wi­łam się śli­zgon­kom, że się wystra­szyły. Dziew­czyny spoj­rzały na sie­bie i w popło­chu ode­szły. Każdy wie­dział na co są zdolni bliź­niacy jeśli cho­dzi o ich rodzinę. No bo nie oszu­kujmy się, nikt nie lubi łaj­no­bomb.
– Wszystko ok? – spoj­rza­łam na dziew­czynę.
– Tak, dzię­kuję.
– Pole­cam się na przy­szłość. – uśmiech­nę­łam się.
– Ledwo z ziemi widać, a jaka bojowa. – zaśmiał się Fred.
– Uwa­żaj Fred, bo jesz­cze nas pobije! – George szturch­nął mnie w ramie, na co się roześmia­łam.
– Wła­ści­wie to chcia­łem z Tobą poroz­ma­wiać Alex. – spoj­rza­łam na Freda, który spo­glą­dał na mnie z nadzieją, że zgo­dzę się na tą roz­mowę. Nie byłam pewna o co może mu cho­dzić, nic nie mogłam wyczy­tać z jego brą­zo­wych oczów. Nie­pew­nie poki­wa­łam głową, a chło­pak chwy­cił mnie za rękę. Zdą­rzy­łam tylko spoj­rzeć na zdzi­wioną Ginny, która patrzyła to na mnie to na Georga. Szyb­kim kro­kiem szłam za chło­pakiem. Zmie­rzał on w stronę jed­nego z drzew. Nie było nikogo przy nim nie było. Będąc już na miej­scu chło­pak wyswo­bo­dził moją dłoń ze swo­jego uści­sku. Usiadł na tra­wie, a ja uczy­ni­łam to samo.
– Sły­sza­łem jak dzi­siaj Śli­zgoni nie zbyt pochleb­nie o Tobie mówili…– nie dając mu dokoń­czyć zda­nia ode­zwa­łam się.
– Spo­koj­nie, to nic takiego. Mało obcho­dzi mnie ich zda­nie. – uśmiech­nę­łam się w jego stronę.
– A mnie obcho­dzi- odparł – Czuję się źle wie­dząc, że tak trak­tują Cię bo roz­ma­wiamy ze sobą.
– Naprawdę Fred, jest dobrze. Nie zależy mi na rela­cjach z ludźmi, któ­rzy oce­niają innych nie pozna­jąc ich. – deli­kat­nie klep­nę­łam go w plecy na co się zaśmiał.
   Chło­pak widocz­nie po tej roz­mo­wie poczuł się lepiej i nasza roz­mowa stała się bar­dziej swo­bodna. Po upły­wie nie­ca­łych kil­ku­na­stu minut dołą­czył do nas George wraz z Har­rym, Ronem i Her­mioną. Tatiana rów­nież zaszczy­ciła nas swoją obec­no­ścią, jed­nak nie na długo. Musiała zała­twić parę rze­czy przez co naj­zwy­czaj­niej bra­ko­wało jej czasu.
To był pierw­szy raz kiedy wszy­scy razem spo­tka­li­śmy się i obyło się bez żad­nej kłótni. Zau­wa­ży­łąm, że nawet Her­miona jest dla mnie mil­sza. Dzień jed­nak nie trwa wiecz­nie, po kola­cji i kolej­nej dawce narze­kań Draco co swoją drogą robiło się coraz nud­niej­sze, posta­no­wi­łam zakoń­czyć ten niby kon­flikt.
– Dobra koniec – spoj­rza­łam na bia­ło­wło­sego – Nie chcia­łam po pro­stu kłotni, dostali zezwo­le­nie wcze­śniej, więc nale­żało im się boisko.
– Tylko tyle masz mi do powie­dze­nia?– zapy­tał obu­rzony.
– To ja powin­nam być obra­żona, nie sta­ną­łeś w mojej obro­nie!– powie­dzia­łam smutno na niego patrząc.
– Ehhh, niech Ci będzie. Wyba­czam.
   Westch­nę­łam cicho, ale obda­rzy­łam go uśmie­chem. Po zje­dze­niu posiłku jako pierw­sza z Sly­the­rinu posta­no­wi­łam udać się do swo­jego domi­na­to­rium. Byłam wyjąt­kowo zmę­czona. Idąc w stronę lochów, na wyło­żo­nej mar­mu­rem podło­dzę zoba­czy­łam czarny skó­rzany notes. Zdzi­wiona schy­li­łam się i chwy­ci­łam go.          Rozej­rza­łam się czy może gdzieś nie jest jego poten­sjalny wła­ści­ciel. Nie widząc jed­nak nikogo posta­no­wi­łam zabrać go do swojgo pokoju. Tam spraw­dzę do kogo mógł nale­żeć, a następ­nego dnia zwrócę go.
Nie zajęło mi dużo czasu dotar­cie do pokoju zajęło mi dosłow­nie pięć minut. Odło­ży­łam notes na biurko. Usia­dłam na drew­nia­nym krze­śle i odwo­rzy­łam przedmiot. Zawio­dłam się widząc, że jest pusty. Nig­dzie nie wid­niał nawet pod­pis do kogo mógł nale­żeć. Nagłe wsko­cze­nie na biurko kota Kle­men­tyny spra­wiło, że pojem­ni­czek z atra­men­tem lezacy nie­da­leko roz­lał się. Na mój pech na notat­nik. Rozej­rza­łam się w poszu­ki­wa­niu jakieś chu­s­teczki. Jed­nak widząc, że wszystko wsiąka w kartki nie zosta­wia­jąc po sobie śladu spra­wiło, że przez chwilę nie wie­dzia­łam co się dzieje wokół mnie. Jed­nak napis, który poja­wił się po sekun­dzie spra­wił, że wró­ci­łam do żywych.

” Dla­czego nisz­czysz moją wła­sność?”
Spo­glą­da­łam jak poje­dyń­cze literki zni­kają. Nie­pew­nie chwy­ci­łam pióro i macza­jąc je w tuszu, roz­my­śla­łam nad odpo­wie­dzią. Westch­nę­łam i szybko odpi­sa­łam.
” To nie było celowo. Kim jesteś? Chcę oddać Ci notat­nik. „
” Nazy­wam się Tom Marvolo Rid­dle. „
” Nie sły­sza­łam o nikim takim…"
” Ten pamięt­nik to tylko moja dusza, wła­ści­cielką notat­nika jest Ginny Weasley. „
  Nie chcia­łam już mu nic odpi­sy­wać, nie czu­łam się zbyt prze­ko­nana co do tego przedmiotu. Odło­ży­łam pióro i chcąc już go zamknąć, zauwa­ży­łam jak Tom odpo­wiada mi. Po kilku sekun­dach na kartce poja­wił się mój por­tret przez co poczu­łam dresz­cze. Szybko zamknę­łam to. Wrzu­ci­łam go do torby. Skąd Ginny to wytrza­snęła? Moje roz­my­śle­nia prze­rwała roze­śmiana Pansy.
– Nie uwie­żysz Alex, ta sio­stra Weasleyów cho­dzi po kory­ta­rzu i pyta wszyst­kich czy widzieli jej pamięt­nik. – opa­dła na łóżko.
– I co w tym śmiesz­nego?
– Ma czel­ność myśleć, że ktoś z nas pomoże zdrajcu krwi?
   Westch­nę­łam i spoj­rza­łam na trobę. Nie­chęt­nie wyję­łam zeszyt i nie przej­mu­jac się woła­niami Pansy wyszłam z domi­na­to­rium. Jak naj­szyb­ciej mogłam wyszłam na kory­tarz. W oddali widzia­łam małą dziew­czynkę, która kie­ro­wała się w stronę scho­dów.
-Ginny! – krzyk­nę­łam, a rudo­włosa odwró­ciła się. Pod­bie­ga­jąc do niej wycią­gnę­łam rękę, w któ­rej trzy­ma­łam zeszyt.
– Dzię­kuję Alex! Bałam się że już go nie znajdę. – uśme­ich­nęła się lekko.
– Nie ma za co, tylko Ginny…– wes­tchnę­łam- Skąd Ty to masz, i dla­czego…
– Już wiesz? Pro­szę nie mów moim bra­cią, Tom jest nie­szko­dliwy.– mówiła obra­ca­jac się.– Jest moim przy­ja­cie­lem.
– Dobrze, ale uwa­żaj na sie­bie. – powie­dzia­łam patrząc jak odcho­dzi.

Część 1:
Bajka o Śmierci